
Mikołajki dla Dzieci z Domu Dziecka w Lubsku jak zwykle odbyły się w naszym Domku w Chocimku. Był to dzień „Mikołajów wielu”, gdyż Mikołajów Ci u nas dostatek a co jeden się w pomysłach, kreatywności i hojności prześciga.
Impreza zaczęła się od transportu dzieci z Lubska…. Nie, nie, nie, zaraz, zaraz!
Impreza zaczęła się od przygotowania i dekorowania sali w naszym domku, którym jak zwykle i tradycyjnie zajęła się Brygida z koleżanką Urszulą oraz mężem Dionizym. Dostawą drzewka zwanym choinką zajął się najbardziej zorientowany w drzewkach, lasach i ich urządzaniu, najbardziej właściwy nie tylko ze zbieżności nazwiska, kol Marcin Choiński.
„Brygada Brygidy” pod przewodnictwem oczywiście Brygidy, która tego dnia w świąteczne sweterki nas myśliwych ubrała i z nazwiska już jej przypominać nie trzeba, w etatowym składzie super wolontariuszek czyli Agnieszki Rzepskiej, Małgorzaty Dudek do których tym razem dołączyła koleżanka Agnieszki, Justynka Misztal (Justynka bo prywatnie się dłużej znamy 🙂 a świat mały jest).



O 16:30 transport dzieci z Lubska do domku i to była najspokojniejsza tego dnia jazda, bo potem zaczęła się prawdziwa jazda emocjonalna, artystyczna i taneczna! Na początek podziękowania i kosz pełen ręcznie wykonanych przez dzieci sojowych świeczek, rogalików wraz z laurką, przekazany z rąk Pani Edyty Urbaniak, która jako prezes Stowarzyszenia „Wspólne dobro” przekazała podziękowania w imieniu wszystkich członków stowarzyszenia, czyli całej kadry oraz w imieniu dzieci.


Harmonogram skrupulatnie ułożony, zapisany i kategorycznie respektowany przez nie znoszącą tego dnia wyłamania jakim wykazał się pomysłodawca wypełnienia drobnej luki w czasie proponując dzieciom rysunki i kolorowanki. Jak szybko je rozdał, tak szybko ze stołów je zbierać musiał a sprzeciwu zgłaszać nawet nie myślał.

Na stół trafiły skarpety, ryż i nożyce oraz inne gadżety by z mieszanki przedmiotów, kreatywności i chęci wełniane skrzaty powstały. Zabawy przy tym jak i pomysłów na odbiegające od wolontariuszek instrukcji jak zwykle u dzieci było wiele. Wiele też było dumy z popełnionego dzieła a także ofiarności której z dziecięcych rączek Miji doświadczyłem. „Proszę, to dla Pana.”







Krótka przerwa dla kuchni, której tego dnia szefem był multi-funkcjonalny odtwórca dwóch ról Mikołaj kol. Robert Kosicki, który przy nieocenionej pomocy swej żony Bernadetki (tym razem na zdrobnienie sobie pozwalam gdyż tylko w ten sposób się Robert o Bernadetce wyraża) przygotował grzanki i przy naszej pomocy czyli tych wszystkich, którzy na spotkanie z dziećmi przybyli czyli Elfa dnia tego kol. Dionizego, kol. Piotra Szumlewicza, kol. Krzysztofa Kowalskiego, kol. Bartka sekretarza Wojciuszkiewicza i żony jego Marty, i po sygnale „Na posiłek” zagranym przez koordynatora przedsięwzięcia, łowcę wielkiego, kolegę Marcina Choińskiego do stołu podał.


Wszyscy ze smakiem brzuszki napełniliśmy by w trakcie następnego punktu napiętego programu nie ulec pokusie pierniczka pożarcia.



Stoły zamieniają się w blaty kuchenne a na nie trafiają pierniki, kolorowe lukry, „kontrolę przejmuje”, tyle co mu „Brygada Brygidy” pozwoli, kol. Miłosz z nazwiska Krawiec lecz z aparycji i pełnionej funkcji jak nic cukiernik. Wypieki wcześniej przygotowane lecz na miejscu ręcznie przez młodych artystów we wzory nie tylko świąteczne dekorowane bo na piernikach manifest sympatii.
„Legia Warszawa” – rozumiem. Ale czy „Wiki” to autorka piernika czy imię co w sercu artysty brzmi? A „Zalewski 59”? No chyba go tam nie było.



I nagle kierownictwo nad show przejmują roztańczone, umiejące skutecznie i niesamowicie porwać dzieci do super zabawy o charakterze kardio-tanecznej i intelektualno-logopedycznej dwie młode dziewczyny, Ewelina i Joanna, tworzące grupę „Elfica Wichura”. Tańce, zabawy, hulanki, swawole, koordynacja ruchowa, rzuty piłkami do zbyt dużych portek i wyzwania werbalne. Bo rzeczywiście jak powiedziała elfica Joanna przy zaproszeniu do kolejnej atrakcji „..zapraszam wszystkich do kręgu! Ale uprzedzam nie będzie łatwo!” czy jakoś tak powiedziała. Zresztą jak można zapamiętać co powiedziała jak mówiła jakimiś lapońskimi chyba słowami, których nie da się zapamiętać za pierwszym razem, a przy tym trzeba wykonywać rękoma określone gesty? No chyba, że jesteś dzieckiem z mózgiem chłonnym jak gąbka albo w trakcie zabawy okazuje się, że to nie tylko świetna zabawa dla dzieci a koordynacja werbalna i ruchowa sprawia Ci wyzwanie. Świetna zabawa udzieliła się nawet niektórym dorosłym :).
epo itajtaj jeee, epo itajtaj jeee, epo itajtaj, epo ipukipuki epo ipukipuki jeee.
Chciałoby się znowu zaśpiewać ale żeby zrozumieć to trzeba było być.




Niestety elfice miały tego dnia, także napięty harmonogram i musiały lecieć. I już miały nas opuścić a tu nagle..
– Puk, puk.
– Kto tam?
– Mikołaj.
Jest! Upragniony punkt programu czyli Mikołaj i prezenty!
Mikołaj jak Mikołaj młody nie jest. Broda siwa, idzie o laskę podparty dobrze, że drzwi otworzyła elfica i pomogła mu wejść. Elf Dionizy szybko pospieszył z krzesełkiem, Mikołaj kol. Robert, odtwórca dwóch ról i nie wiadomo, która rola mu bardziej mistrzowsko wychodzi, czy jest lepszym mistrzem kuchni czy Mikołajem bo w rolę wcielił się po mistrzowsku, spoczął i za sprawą i w asyście Mikołajów dnia tego wielu oraz tajemniczej i intrygującej śnieżynki Pauliny co z czystej ciekawości i serca dobrości po Watsapowym wpisie na grupie firmowej kol. Bartka, prezenty dzieciom podarował.


Lecz nie za darmo darował. Trzeba było wiersz wyrecytować, skomplikowane zadanie matematyczne z głowy a bez telefonu rozstrzygnąć, lub sprawnością fizyczna wykazać się ponadprzeciętną.




Mikołaj kol. Krzysztof „Bystry” Bystrzycki jako sponsor prezentów dla dzieci, Mikołaj anonim jako sponsor prezentów dla opiekunów dzieci. Mikołaje Brygida i Dionizy Stępniewscy, którzy podarowali zestawy kartek świątecznych do pokolorowania i z trójwymiarowymi aniołkami do złożenia. Świetny prezent i inspiracja dla dzieci do wysłania świątecznych życzeń. A do tego kubek szefa.


Moc emocji nie mija ot tak. Punktem kulminacyjnym programu był tradycyjnie film jak zwykle o tematyce świątecznej. Sala biesiadna z tanecznej zamieniła się na filmową. Drugi i trzeci rząd to ławki, w pierwszym rzędzie materace do tego wszystkiego paluszki, chipsy popcorn i napoje. 115 minut „Kroniki świątecznej 2” jak zwykle wyświetlonej przez multimedialnego kol. Bratka skutecznie wprowadziło dzieci w błogie nastroje.

00:00. Siusiu, paciorek i spać bo o 7:00 trzeba wstać.
Rano szybciutka herbatka, śniadanie i powrót jak zawsze z ustaloną już dnia wcześniejszego ekipą w nastroju kawałka nie cicho zapodanego czarnego rapu. W drodze powrotnej to już ekipa nadaje ton.

