


Zielona Góra


Koleżanki i Koledzy,
W naszych obwodach łowieckich rozpoczyna się właśnie czas zasiewów. Aby uchronić uprawy przed dzikami i zminimalizować szkody łowieckie, zaplanowaliśmy harmonogram dyżurów polegających na pilnowaniu pól. Poniżej załączamy szczegółowy grafik obecności. Apelujemy o rzetelne i odpowiedzialne podejście do tego zadania. To od naszego wspólnego zaangażowania w terenie zależy, ile strat w uprawach uda nam się uniknąć. Pamiętajmy, że wszystko jest w naszych rękach.



Mikołajki dla Dzieci z Domu Dziecka w Lubsku jak zwykle odbyły się w naszym Domku w Chocimku. Był to dzień „Mikołajów wielu”, gdyż Mikołajów Ci u nas dostatek a co jeden się w pomysłach, kreatywności i hojności prześciga.
Impreza zaczęła się od transportu dzieci z Lubska…. Nie, nie, nie, zaraz, zaraz!
Impreza zaczęła się od przygotowania i dekorowania sali w naszym domku, którym jak zwykle i tradycyjnie zajęła się Brygida z koleżanką Urszulą oraz mężem Dionizym. Dostawą drzewka zwanym choinką zajął się najbardziej zorientowany w drzewkach, lasach i ich urządzaniu, najbardziej właściwy nie tylko ze zbieżności nazwiska, kol Marcin Choiński.
„Brygada Brygidy” pod przewodnictwem oczywiście Brygidy, która tego dnia w świąteczne sweterki nas myśliwych ubrała i z nazwiska już jej przypominać nie trzeba, w etatowym składzie super wolontariuszek czyli Agnieszki Rzepskiej, Małgorzaty Dudek do których tym razem dołączyła koleżanka Agnieszki, Justynka Misztal (Justynka bo prywatnie się dłużej znamy 🙂 a świat mały jest).



O 16:30 transport dzieci z Lubska do domku i to była najspokojniejsza tego dnia jazda, bo potem zaczęła się prawdziwa jazda emocjonalna, artystyczna i taneczna! Na początek podziękowania i kosz pełen ręcznie wykonanych przez dzieci sojowych świeczek, rogalików wraz z laurką, przekazany z rąk Pani Edyty Urbaniak, która jako prezes Stowarzyszenia „Wspólne dobro” przekazała podziękowania w imieniu wszystkich członków stowarzyszenia, czyli całej kadry oraz w imieniu dzieci.


Harmonogram skrupulatnie ułożony, zapisany i kategorycznie respektowany przez nie znoszącą tego dnia wyłamania jakim wykazał się pomysłodawca wypełnienia drobnej luki w czasie proponując dzieciom rysunki i kolorowanki. Jak szybko je rozdał, tak szybko ze stołów je zbierać musiał a sprzeciwu zgłaszać nawet nie myślał.

Na stół trafiły skarpety, ryż i nożyce oraz inne gadżety by z mieszanki przedmiotów, kreatywności i chęci wełniane skrzaty powstały. Zabawy przy tym jak i pomysłów na odbiegające od wolontariuszek instrukcji jak zwykle u dzieci było wiele. Wiele też było dumy z popełnionego dzieła a także ofiarności której z dziecięcych rączek Miji doświadczyłem. „Proszę, to dla Pana.”







Krótka przerwa dla kuchni, której tego dnia szefem był multi-funkcjonalny odtwórca dwóch ról Mikołaj kol. Robert Kosicki, który przy nieocenionej pomocy swej żony Bernadetki (tym razem na zdrobnienie sobie pozwalam gdyż tylko w ten sposób się Robert o Bernadetce wyraża) przygotował grzanki i przy naszej pomocy czyli tych wszystkich, którzy na spotkanie z dziećmi przybyli czyli Elfa dnia tego kol. Dionizego, kol. Piotra Szumlewicza, kol. Krzysztofa Kowalskiego, kol. Bartka sekretarza Wojciuszkiewicza i żony jego Marty, i po sygnale „Na posiłek” zagranym przez koordynatora przedsięwzięcia, łowcę wielkiego, kolegę Marcina Choińskiego do stołu podał.


Wszyscy ze smakiem brzuszki napełniliśmy by w trakcie następnego punktu napiętego programu nie ulec pokusie pierniczka pożarcia.



Stoły zamieniają się w blaty kuchenne a na nie trafiają pierniki, kolorowe lukry, „kontrolę przejmuje”, tyle co mu „Brygada Brygidy” pozwoli, kol. Miłosz z nazwiska Krawiec lecz z aparycji i pełnionej funkcji jak nic cukiernik. Wypieki wcześniej przygotowane lecz na miejscu ręcznie przez młodych artystów we wzory nie tylko świąteczne dekorowane bo na piernikach manifest sympatii.
„Legia Warszawa” – rozumiem. Ale czy „Wiki” to autorka piernika czy imię co w sercu artysty brzmi? A „Zalewski 59”? No chyba go tam nie było.



I nagle kierownictwo nad show przejmują roztańczone, umiejące skutecznie i niesamowicie porwać dzieci do super zabawy o charakterze kardio-tanecznej i intelektualno-logopedycznej dwie młode dziewczyny, Ewelina i Joanna, tworzące grupę „Elfica Wichura”. Tańce, zabawy, hulanki, swawole, koordynacja ruchowa, rzuty piłkami do zbyt dużych portek i wyzwania werbalne. Bo rzeczywiście jak powiedziała elfica Joanna przy zaproszeniu do kolejnej atrakcji „..zapraszam wszystkich do kręgu! Ale uprzedzam nie będzie łatwo!” czy jakoś tak powiedziała. Zresztą jak można zapamiętać co powiedziała jak mówiła jakimiś lapońskimi chyba słowami, których nie da się zapamiętać za pierwszym razem, a przy tym trzeba wykonywać rękoma określone gesty? No chyba, że jesteś dzieckiem z mózgiem chłonnym jak gąbka albo w trakcie zabawy okazuje się, że to nie tylko świetna zabawa dla dzieci a koordynacja werbalna i ruchowa sprawia Ci wyzwanie. Świetna zabawa udzieliła się nawet niektórym dorosłym :).
epo itajtaj jeee, epo itajtaj jeee, epo itajtaj, epo ipukipuki epo ipukipuki jeee.
Chciałoby się znowu zaśpiewać ale żeby zrozumieć to trzeba było być.




Niestety elfice miały tego dnia, także napięty harmonogram i musiały lecieć. I już miały nas opuścić a tu nagle..
– Puk, puk.
– Kto tam?
– Mikołaj.
Jest! Upragniony punkt programu czyli Mikołaj i prezenty!
Mikołaj jak Mikołaj młody nie jest. Broda siwa, idzie o laskę podparty dobrze, że drzwi otworzyła elfica i pomogła mu wejść. Elf Dionizy szybko pospieszył z krzesełkiem, Mikołaj kol. Robert, odtwórca dwóch ról i nie wiadomo, która rola mu bardziej mistrzowsko wychodzi, czy jest lepszym mistrzem kuchni czy Mikołajem bo w rolę wcielił się po mistrzowsku, spoczął i za sprawą i w asyście Mikołajów dnia tego wielu oraz tajemniczej i intrygującej śnieżynki Pauliny co z czystej ciekawości i serca dobrości po Watsapowym wpisie na grupie firmowej kol. Bartka, prezenty dzieciom podarował.


Lecz nie za darmo darował. Trzeba było wiersz wyrecytować, skomplikowane zadanie matematyczne z głowy a bez telefonu rozstrzygnąć, lub sprawnością fizyczna wykazać się ponadprzeciętną.




Mikołaj kol. Krzysztof „Bystry” Bystrzycki jako sponsor prezentów dla dzieci, Mikołaj anonim jako sponsor prezentów dla opiekunów dzieci. Mikołaje Brygida i Dionizy Stępniewscy, którzy podarowali zestawy kartek świątecznych do pokolorowania i z trójwymiarowymi aniołkami do złożenia. Świetny prezent i inspiracja dla dzieci do wysłania świątecznych życzeń. A do tego kubek szefa.


Moc emocji nie mija ot tak. Punktem kulminacyjnym programu był tradycyjnie film jak zwykle o tematyce świątecznej. Sala biesiadna z tanecznej zamieniła się na filmową. Drugi i trzeci rząd to ławki, w pierwszym rzędzie materace do tego wszystkiego paluszki, chipsy popcorn i napoje. 115 minut „Kroniki świątecznej 2” jak zwykle wyświetlonej przez multimedialnego kol. Bratka skutecznie wprowadziło dzieci w błogie nastroje.

00:00. Siusiu, paciorek i spać bo o 7:00 trzeba wstać.
Rano szybciutka herbatka, śniadanie i powrót jak zawsze z ustaloną już dnia wcześniejszego ekipą w nastroju kawałka nie cicho zapodanego czarnego rapu. W drodze powrotnej to już ekipa nadaje ton.

Polowanie pt. „Zloty Rogacz, Złota Kita”, które odbyło się w piątek 8 sierpnia w Laskach zostało już zaliczone przez uczestników do udanych. Tak, dobrze czytasz. W piątek! Przecież większość pracuje i na 17 być nie każdemu pasuje. Ale jednak 30 strzelb a w tym sześcioro gości na zbiórce punktualnie i z uśmiechem się stawiło. Polowanie przygotował i prowadził młody stażem lecz zaangażowany i w temacie zorientowany myśliwy Józef Magier przy nieznacznej asyście młodego (stażem :)) podłowczego. Stanowiska objeżdżone i na mapki naniesione w losowaniu przydzielone. No cóż. Losowanie to losowanie. Nie każdemu po drodze na stanowisko było a przecież myśliwi na Markówke w grupach jednym autem przyjechali. Ad hoc utworzona logistyka nie zawiodła. Każdy krętą lub bardziej krętą drogą na stanowisko dotarł i tam zgodnie z postawionym na zbiórce założeniem do 21:00 przynajmniej, czaił się, wabił, lustrował, jednym słowem polował by trofeum swym pokot uświetnić.

Na pokocie kozły dwa i lisy dwa. Złotego Rogacza strzelił nasz kol. prawie z gór Jacek Witczak, Złota Kita tym razem dla naszego leśniczego sygnalisty niezawodnego kol. Marcina do rymu Choińskiego. Oprócz tego pokot wzbogacony został przez kol. Tomka Chojnackiego, co także rogacza, lecz według komisji mniej ciekawego pozyskał i prowadzącego kol. Józka tego dnia lisiarza. Lecz pokot nie tylko zwierzyną uświetniony został. Trzech dzielnych i zdolnych sygnalistów sygnały zagrało. Prowadzący dziękują gościnnie polującemu kol. Ryszardowi Królowi z koła „Raróg” Zielona Góra, i naszym „Borowym” leśnikom kol. Marcinowi i kol. Piotrowi laskowemu lokalsowi Nalewajczykowi.

Zbiórka, rozwózka, zasiadka, pokot i w końcu wyczekiwana biesiadka, a stoły zastawia „Zosia Samosia”. Konwencja biesiady w tym roku od normy odbiec w założeniu miała, by z gotująco-polujących tylko polujących zrobić. I właśnie dlatego świeży podłowczy sugestie na watsappa wrzucił. Niech każdy odrobinę od siebie przyniesie a integracje przy pieczonej kiełbasce z rusztu zrobimy. Na początku poklasku ów pomysł nie miał, lecz z czasem się przyjmował by w końcu ogromem i różnorodnością stoły zapełnić. Był pyszny chleb własnego chowu i nie mniej udane bułki z piekarni i przepisu Tomka piekarza, naszego łowiska gospodarza. Chleba i wędlin od Krzycha „Bystrzycha” Bystrzyckiego i smalcu, ogórków co nie miara.


Dwóch Piotrów przyniosło sałatki a inni inne dodatki. Było tez dwóch takich co jednak konwencje Zosi Samosi zbojkotować postanowili i gar flaków dla wszystkich upichcili. To kucharze wielcy – Wojtek „Czerwiec” i Tomek „Wrzesień” z Leśniowa niemniej Wielkiego. Nie powiem, flaczki pyszne, udane a niektórzy mówią, że udane, także było polowanie.
Złoty Rogacz 2025 już za nami a wspomnienie polowania niech statuetki utrwalają. Bo co to za myśliwy co Króla Pudlarzy nie wystrzelał. Prawda kolego Heniu ;)?

Już od pierwszych chwil na twarzach naszych małych gości malowało się niedowierzanie i ekscytacja – wszystko za sprawą niezwykłych pojazdów, które otwierały wydarzenie. Potężne Mustangi, z silnikami ryczącymi jak dzika natura, zabrały dzieci w emocjonujące przejażdżki po okolicy – niezapomniane wrażenia gwarantowane!


Następnie przyszedł czas na wyjazd do lasu naszym kołowym „osinobusem”, który sam w sobie jest atrakcją. Kierował niezawodny kolega Leszek. Tam czekała edukacyjno-przyrodnicza przygoda – rozkładaliśmy sól w lizawkach, sypaliśmy kukurydzę na zaporówkach, a wszystko po to, by pokazać najmłodszym, na czym polega codzienna troska o dziką zwierzynę. Wiedze przekazywał podłowczy Kamil, który jak nikt inny zna nasze łowisko.

Szczególnym punktem wyprawy było spotkanie z leśniczym Marcinem, który zabrał wszystkich na uprawy leśne, opowiadając o tym, jak rośnie las i jak się nim opiekuje. Nie zabrakło oczywiście degustacji – dzieci z ciekawością sięgały po świeże pędy sosny, odkrywając ich niezwykły smak. Marcin został pod koniec sowicie obsypany… kukurydzą – na szczęście, bo śmiechu przy tym było co niemiara!
Po powrocie na teren domku łowieckiego, czekały już przygotowane kiełbaski i prażona kukurydza, o które zadbali niezawodni Marcin i Tomek. Zapach ogniska i wspólne pieczenie jedzenia stworzyły atmosferę jak z rodzinnego biwaku.
Kolejna część spotkania to już prawdziwa feeria dziecięcej energii – na placu za stodołą rozstawione były dmuchane zamki, a animatorzy czarowali dzieci malowaniem twarzy, tatuażami i licznymi zabawami. Radość była wszechobecna – niezależnie od wieku, każde dziecko znalazło coś dla siebie.


Ogromnym hitem okazało się również stanowisko ASG, przygotowane przez Natana i jego kolegę. Dzieci mogły spróbować swoich sił w strzelaniu z różnego rodzaju pistoletów – emocje sięgały zenitu!


Oczywiście nie zabrakło słodkiego akcentu – ciasta z cukierni kolegi Miłosza znikały w mgnieniu oka, przynosząc chwilę błogiego odpoczynku.
Na koniec dnia – gdy słońce chyliło się ku zachodowi – Chocimek znów zatrząsł się od ryku silników. Na sygnałach, z hukiem i uśmiechami, przyjechała kolejna ekipa amerykańskich samochodów, by z fasonem odwieźć naszych gości z powrotem do domu.
To był dzień pełen emocji, wzruszeń i szczerej dziecięcej radości. Dla nas, członków Koła Łowieckiego „Bór”, to zaszczyt i ogromna przyjemność móc dzielić się tym, co mamy – naturą, pasją, czasem i sercem.
Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tego magicznego dnia – bo właśnie dzięki takim chwilom wiemy, że to, co robimy, ma sens.
fot. red. Paweł Ławrynowicz

Czas: 10.05.2025 r.
Miejsce: Strzelnica „FOX” Popowice
Wydarzenie: Przystrzeliwanie broni i „Puchar Prezesa”
Cel: Popularyzacja kultury strzeleckiej, podnoszenie kwalifikacji strzeleckich, świetna zabawa
Kryptonim: „Każdy wygrywa”
Data corocznego przystrzeliwania broni znana była już od dawna to tez i czasu na organizacje wydarzenia, także nieco było. Obowiązki były podzielone i każdy z uczestniczących w organizacji miał jakieś małe do wykonania zadanie. Lecz mało kto jest tak zaangażowany, nie tylko w życie i funkcjonowanie kola, krzewienie i wzbudzane zamiłowania do sportu, jakim jest strzelecka przygoda i w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu zabawa z bronią, jak inicjator imprezy, organizator, prowadzący, sędzia oraz pasjonat łowiectwa i strzelectwa….
Pasja w czyn się przerodziła. Godziny, dnie a może tygodnie telefonicznych uzgodnień, zbieranie od sponsorów nagród, wybór wzoru i producenta statuetek, organizacja i wszelka koordynacja. To nie miało być zwykle przystrzeliwanie broni. W zamyśle głównego organizatora miał to być nasz kołowy piknik strzelecki w którym każdy będzie wygranym.

W końcu nadszedł ten dzień a pogoda i frekwencja dopisała. Oficjalnie i w teorii zbiórka o 9:00 lecz wiadomo kto wcześniej był. Nie jest tak, że sam z tym był bo przecież każdy jakąś role miał. I tak na przykład Piotr stażysta Szumlewicz kiełbaski od „Sławnego” lokalsa ze Sławy przywiózł i własnoręcznie na grillu do rumienistości i chrupkości doprowadził, dziewczyny ciasto (blachy były chyba ze cztery) ja zaś statuetki zamówić i dowieźć w obowiązku miałem.
Trudno powiedzieć czy to serdeczna atmosfera w kole czy pogoda tego dnia, a może morze nagród, które czekały na uczestników sprawiły, że w turnieju zechciało wziąć udział, jak na tego typu imprezę, aż 25 strzelców mniej lub bardziej wyborowych.



Wszystkich przybyłych na 4 grupy podzielono by zabawa i turniej w również 4 konkurencjach szybko i sprawnie przeprowadzone zostały – dwie kule i śruty dwa.
Oś na 100 m czyli rogacz co według niektórych na chwile przed strzałem się niespodziewanie poruszał, oś na 50 m czyli dzik co nie dla wszystkich wystarczająco wolno przebiegał, do tego Trap i MOP – jedna paczka jedna kaczka 🙂 – przednia zabawa.



Poziom wyrównany, kultura w obyciu z bronią, bezpieczeństwo pierwszej kategorii, sędziowie profesjonalni, ich asystentki skrupulatne. Konkurencje przeprowadzone sprawnie bez przestojów, bez zniecierpliwienia, a przerwy kawowo-regenerujące żołądek i umysł pomiędzy konkurencjami niepozwalające na dezorientacje uczestników turnieju. W międzyczasie, Szumlewiczowe kiełbaski grill, oraz ciasta z piekarników gospodyń wielu. Do smaku do wyboru, do koloru do pełna.




Niby sobotnia strzelanka trochę taka sielanka, w sumie pogoda fajna, atmosfera miła lecz tu najważniejsze było by kula „komorę” przeszyła i aby choć jedna śrucina rzutkę w locie trafiła. Wiec, skupienie na maksa, na stanowiskach cisza.
I każdy kogo zapytasz:
-Jak poszło?
Odpowie:
– ja kartofli nie jadam!
I tak do ostatniego, strzału turniejowego.
A teraz w cierpliwość się uzbrój, idź sobie na grilla, kawki się napij, ciasta zjedz bo komisja w spokoju komisyjnie punkty liczyć zaczyna i kopertę ze „szczęśliwymi numerkami” oficjalnie otwiera.






W końcu zbiórka! Pięknie przez sygnalistów naszych kołowych zagrana, z których dumni jesteśmy bo nie w każdym kole sygnalistów urodzaj a i nie w każdym kole Prezes na parforce gra. A przy boku jego kol. Krzysztof Kloc i kol. Marcin Choiński, którzy jak się później okaże nie tylko zmysł słuchu i gębowego dmuchu zgrywają, lecz wzrok z drygiem wskazującego palca, także opanowane mają.
Oficjalnie wyniki w asyście Łowczego Prezes ogłosił.
Pierwsze miejsce wystrzelał mistrz ceremonii, organizacji i trener nasz jednocześnie naprawdę cierpliwy i fajny kolega Kamil co nie tylko łowiectwem ale także strzelectwem żyje. To właśnie za jego sprawa tak wielu się w szranki wzięło to właśnie za jego sprawa i treningiem umiejętności i pewność nasza strzelecka u niektórych o 100 a u innych nawet o 200 % wzrosła.




Tak więc 1 miejsce Kamil co żadnej rzutce nie przepuści z wynikiem 334/350 pkt., 2 miejsce ten co rzutki z nieco większym szacunkiem traktuje i pewnie dlatego jednej rzutce miłosiernie w całości odlecieć pozwolił – król sezonu 2024/25 kol. król Mariusz Mikołajczak, z wynikiem 327/350 pkt.. Miejsce 3 zaś obrońca narodu kol. płk. Kloc Krzysztof z wynikiem 268/350 pkt..
Jak widać nie łatwo było strzelcom pozostałym, lecz nikt się tutaj nie zrażał i w niższej części tabeli rywalizacja, także była zacięta choć atmosfera luźna a nie napięta.
Skoro wyniki już znamy czas by o tej części turnieju co nieco napisać. Odczytanie i prezentacja wyników wraz wręczeniem nagród jak nazwa turnieju wskazuje z rąk samego Prezesa. Zaszczytnego uścisku Prezesa, aż trzy razy kol. podłowczy Kamil Reszczyński doświadczył. Pierwszy raz wiadomo za 1 miejsce w ogóle, drugi raz jako mistrz kuli w kategorii „Najlepsza kula” i raz trzeci jeszcze w kategorii „Najlepszy śrut” jako, że każdą rzutkę śrutem sprawiedliwie traktuje.
Wnioski na rok przyszły wyciągnąć już teraz możemy. Nie 7 a 5 statuetek wystarczy, bo po co w erze kryzysu jednej osobie trzy statuetki dawać skoro plakietkę opisać właściwie wystarczy :).
A skąd 7 statuetek w tym roku było. Bo jak piknik to rodzinny, jak rodzinny to żony, koleżanki, koledzy, dzieci, znajomi. Tutaj, także była zabawa. Każde dziecko pod okiem sędziego instruktora mogło strzał oddać do tarczy na 25 m z pozycji siedzącej. Trudniej miały kobiety bo z pozycji stojącej a dystans się wcale nie zmienił.



W kategorii Kobieta zwyciężyła Ewelina Piotra stażysty żona, w kat. dziecko szczęśliwy jak mały chłopczyk został Dominik Kudła, pewnie kiedyś w przyszłości myśliwy lecz na początek stażysta (syn naszego kołowego kol. Przemka).
Gratulacje dla zwycięzców oraz dla wszystkich co odważyli się karabinek kalibru 22 LR do barku przyłożyć i „śmiertelny”, bo celny, do malowanego popiersia strzał oddać. Taka to była zabawa!



Lecz to nie koniec atrakcji dnia tego i choć wprawdzie podczas rozdania nagród i odznaczeń zasadniczego miejsce to miało, to z grzeczności do kobiet i dzieci na plan dalszy materialne uciechy odłożyć zechciałem. Formuła od początku zakładała nagradzanie nie tylko najlepszych lecz praktycznie każdego kto w turnieju udział weźmie, wiec każdy kto uczestniczył się o tym przekonał.




Dzięki zaangażowaniu organizatora i hojności sponsorów prawie każdy a może nawet każdy z turnieju wyszedł z „tarcza” i to nie byle jaką. Były niezbędniki i latarki od Ledlenser marki , czapeczki od Pulsar, i Cheddite marki, były smycze breloczki i także wiertarki, futerały na broń i na amunicję pudełka. Była nawet kiełbasa z dzika z naszego łowiska od, może jeszcze mało znanej, ale dobrej kol. Łuczak marki :). A to wszystko za udział. Nie ważny był wynik.



Dlatego w tym miejscu należą się wielkie dzięki dla kol. Pawła Jaszczyszyna dynamicznie rosnącego w zasięgi Influensera , kol. Piotra „Vademecum Myśliwego” Bogdanowicza, kol. Marcina Łuczaka, kol. Mariusza Mikołajczaka, właścicieli strzelnicy „Fox” Izy i kol. Marka Napiórkowskich oraz, zaszczepionemu strzelectwem i rywalizacją tajemniczego Jarosława J. który dał się poznać nie tylko jako pierwszy „kapitan strzelnicy” 🙂 ale także jako hojny darczyńca.
Tego dnia zwycięzcą był każdy lecz podwójne wygranymi byli beneficjenci „szczęśliwych numerków” co w zalakowanej kopercie czekała do samego końca podsumowania wyników, by wyłonić z nich trzech szczęściarzy na których specjalne nagrody czekały. 2 Bum Boxy i tablet dla miejsca 1 ,5, 13 ufundowane przez, miejmy nadzieje niedługo kolegę z koła kapitana Jarosława J.


Nie tylko najlepsi ale także Ci, którzy gorszą dyspozycje dnia mieli. Nadrzędnym celem imprezy było mobilizacja jak największej liczby uczestników do turnieju a turniej ma na celu wywołać jak największy rywalizację. Jak wcześniej wspomniałem rywalizacja była zacięta, w tabeli ciasno, więc siłą rzeczy ktoś musiał do domu worek kartofli zabrać. „Masz tu kartofle bo mięsa do domu to Ty nie przyniesiesz” usłyszał kolega co średnio zaszczytne 25 miejsce zajął.




Coroczne, obowiązkowe przystrzeliwanie broni odbyło się nie dość, że w przyjaznej atmosferze, smacznej kiełbasek i ciasta oprawie, z uśmiechami na twarzach to jeszcze z nagród mocą a przy okazji każdy lżejszy się stał o balast emocji, które na strzelnicy zostawił a w zamian bogatszy o kolejne strzeleckie doświadczenia.
Specjalne podziękowania dla:
Sędziów i kuchni
Rogacz – kol. Marek Napiorkowski K.Ł. „Ryś” Żary
Dzik – kol. Rafał Wójcik K.Ł. „Ostęp” Zielona Gora
Trap i MOP – kol. Kamil Reszczyński K. Ł. „BÓR” Zielona Góra
Grill – Piotr stażysta jakich nam trzeba Szumlewicz

oraz ich asystentek rzecz jasna
Rogacz -Iza Napiórkowska
Dzik – Iwona Rzeszczyńska
Trap i MOP – Magdalena Wawrzyńska
Gril – Ewelina Szumlewicz
dla pań cukierniczek,
Blacha ciasta 1. – Iwona Reszczyńska,
Blacha ciasta 2, – Agnieszka Pupko,
Blacha ciasta 3, – Magdalena Wawrzyńska,
Blacha ciasta 4, – Katarzyna Michalak.
Szczególne „Very Specjal Thanks” dla inicjatora imprezy, organizatora, prowadzącego, sędziego, instruktora i wielkiego pasjonata łowiectwa i strzelectwa, fajnego i zawsze pomocnego kolegi Kamila Reszczyńskiego za którego sprawą taką właśnie formę przystrzeliwanie broni przybrało. Darz Bór!




Ogłoszenie o dyżurach w czasie zasiewu kukurydzy
Koledzy z Koła Łowieckiego „Bór”,
Z przyjemnością informujemy, że w związku z rozpoczynającym się zasiewem kukurydzy na naszych obwodach łowieckich, został opracowany szczegółowy harmonogram dyżurów. Celem organizacji dyżurów jest skuteczne zabezpieczenie pól przed niechcianymi szkodami, szczególnie wśród populacji dzików, a tym samym ochrona interesów zarówno lokalnych społeczności, jak i naszego Koła.
Najważniejsze informacje:
Zachęcamy wszystkich do wnikliwego zapoznania się z zamieszczonymi niżej dokumentami oraz do terminowego i sumiennego pełnienia wyznaczonych dyżurów. Dzięki naszej wspólnej pracy przyczyniamy się do ograniczenia szkód w uprawach i wypełniamy ważną misję na rzecz rolników oraz lokalnej społeczności.
Darz Bór!
Zarząd Koła Łowieckiego „Bór”


Łza się w oku kreci kiedy słyszysz czytane na głos podziękowania od naszych młodych przyjaciół z Domu Dziecka w Lubsku.
List otwarty oprawiony w zdobioną ramkę, bo dzieci wiedzą, że dla nas taka forma podziękowania to powód do dumy i w wyeksponowanym miejscu w naszym myśliwskim Domku swe miejsce znajdzie, przeczytał Jakub i na ręce kol. Prezesa Arkadiusza „Serce” Opali złożył.
Każdego z nas adresatów pewnie urzekło coś innego w z serca pisanym i na głos czytanym tekście. Dzieci wdzięczność swą wielowymiarową wyraziły a powodów wdzięczności kilka przytoczyły. Nie skromnie by było tu teraz o powodach tych pisać lecz dumni szczególnie być powinniśmy z wdzięczności za czas poświęcony, za krzewienie miłości do przyrody, że jesteśmy i pamiętamy.

Imprezę pod nazwą Mikołajki 2024 czas zacząć. To cóż, że styczeń! Nam się tak świąteczny czas podoba, że postanowiliśmy nie dać się wciągnąć w wir codzienności. Zrobiliśmy więc kolejny świąteczny, pełen atrakcji i emocji weekend. Oczywiście, wiadomo, powód spóźnionych Mikołajek był inny lecz tak techniczny, że nuda i szkoda o tym pisać.
A w programie było bogato bo i artystycznie

i tanecznie,

kulinarnie,

mikołajowo-prezentowo,

filmowo,

i edukacyjnie.
Spotkanie zaczęło się artystycznie a dzieci wizyty w Chocimku szczególnie cenią za czas im poświęcony.
Wspólna przy stole artystyczna zabawa zorganizowana przez „Ekipę Brygidy” w składzie Agnieszka Turowska siostra naszego kolegi o tym samym nazwisku, oraz Małgorzata Dudek kolegi Wiktora żona, oddanie i pięknie czas dzieciom poświęciły przy czym przepiękne lampiony ze zwykłych słoików zgodnie z Brygidy planem poczyniły.



A, że dzieci zdolne i temat lampionów wnet ogarnęły to rezerwowe zadanie na stół można było wyłożyć.
Dnia 12 stycznia sezon łowiecki przypadało zakończyć, więc i medale by się jakieś przydały.
I tu się pojawia inwencja twórcza, oszczędność czasu i pieniędzy oraz aktywizacja pracy twórczej pewnego myśliwego. Były już na polowaniach naszych medale ze sklepu i z internetu, ręcznie robione, pięknie zdobione. A może by teraz gdy się okazja nadarza dzieci o medale poprosić? Józek pomysł rzucił, Kamil dębu naciął a Piotrek zaopatrzył we flamastry i sznurek. Efekt dziecięcych zdolności na załączonym obrazku a wyroby powędrowały nie do jednego a do dwóch kół na dwa polowania. Teraz ręcznie medale wykonane oko cieszą i pierś zdobią myśliwych z koła „Raróg” Zielona Góra oraz naszego koła „Bór”. Serdeczne podziękowania dla Grzegorza, Natana, Malwiny, Nikoli, Michaliny i Leny. Bravo dzieci, super robota!





Tanecznie
Nagle na salę puszyste, okrągło-ogromne tanecznym krokiem się ciało wtacza.
Ogromny lecz gibki, puszysty i szybki z uśmiechem na pysku i z rytmem w siedzisku. Z początku dzieci zdziwione, lekko zaskoczone, nieśmiałe niechętnie do tańca się dały zaprosić. Lecz gdy łagodność swą misiu w objęciach łowczego okazał, wnet zaufanie i kompanów do tańca wśród małych i dużych, nie tylko myśliwych, biały miś zyskał.
Oj działo się działo, tańczyło skakało, i światło gasiło i zapalało, nastroje testując i rytmy próbując. „Makarena”, „Kaczuchy”, melodie wprost nie do poduchy.



Drygu do tańca i kondycji można pozazdrościć „temu misiu” ale prawdziwy mistrz dobrze wie kiedy ze sceny zejść.
Lecz wyborni tancerze rozgrzanego parkietu nie zostawiają. Koniec szalonego i zwariowanego podskakiwania. Przyszedł czas na zgrany, dopracowany i zsynchronizowany układ taneczny w wykonaniu niezmordowanej w tańcu dziecięcej paki. Piosenka i taniec są dobre na wszystko i widać to było na twarzach przeszczęśliwych, młodych tancerek i tancerzy, którzy z nieskrywaną przyjemnością pokazali nam co potrafią i jak się bawią a my z niepohamowaną i dziecięcą wręcz radochą do nich dołączyliśmy.

Kulinarnie
Pizza, pizza, pizza i jeszcze raz pizza. Wygniatana, formowana, układana w wielu wersjach podawana z rąk wspomnianych już dobroczynnych elfów w osobach Kamili, Kasi i Maszy z „Grimpu” , 3/4 rodziny Kaczmarków w reprezentacji Agaty, Olafa i kol. Tomka a także reprezentantki rodu Reszczyńskich, Iwony Reszczyńskiej, której jak zwykle nie mogło zabraknąć, zagościła w przerwie między szaloną częścią taneczną a prezentową.



Pizza była pyszna, gorąca, ciągnąca, pachnąca. I zaszczyt tą pizza częstować niezmierny lecz przyjemność wątpliwa gdy nie dla Ciebie jeszcze apetyczne, średnio dietetyczne gorące, salami i serem, oregano i bazylią pachnące na desce trójkąty i prostokąty. Gdy ślinę Ci toczą zapachy Toskanii, Napoli, Sycylii a Ty język zaciskasz z nadzieją, że może tym razem choć jeden dla Ciebie kawałek zostanie. Pizzę deska po desce pokornie jak mnich roznosiłem i każdą deskę do kuchni już pustą z powrotem wnosiłem. I za każdym razem kiedy kolejną świeżą, pyszną, gorącą, pachnącą i chrupiącą z pieca prosto na na stoły niosłem cichą nadzieję miałem, że już się dzieci najadły i kawałek dla mnie zostanie.

Prezentowo
Sponsorów Mikołaja w tym roku było wielu. Mikołajki w Chocimku to impreza tak prestiżowa, że nie jeden Mikołaj chce u nas swe serce pokazać a wielu tu „pcha” się raz drzwiami raz oknami.

Dyżurnym sponsorem, tak już kolejny rok z rzędu, kolega Krzysiek „Niewidzialna Ręka” Bystrzycki był, a że Łowczy nie lubi od dobrego tonu odstawać Elfy swe z „Grimpu” zapytał czy czas 10 stycznia na gościnne występy w Chocimku mają. Nie odmówiły a i prezenty przywiozły co z wspólnie z koleżankami (mniej ujawnionymi dobrymi duszami) po godzinach dla dzieci zrobiły.
Niech żyją Elfy!
W rolę Mikołaja wcielił się kol. Marcin Łuczak, także już etatowy nasz Mikołaj kołowy.
Dziwnie wyglądał bo krągłość na brzuchu nie ta już co w roku poprzednim, aby swobodnie przez komin móc się przecisnąć, ale kto by tu brzucha żałował, skoro prezenty dość „grube”.
Uśmiechy na buziach i radość dzieci, nie tylko tych najmłodszych, bezcenne a zdjęcie na Mikołaja kolanach okazało się nie lada atrakcją szczególnie dla nieco starszych „dziewczynek” czyli dzieci opiekunek.



Filmowo
Kulminacyjnym i drugim najważniejszym punktem mikołajkowego spotkania programu, był jak za każdym razem, film o tematyce świątecznej. Film polecony przez kol. Krzyśka „Dobre Serce” Bystrzyckiego, „zapuszczony”przez kol. Bartka operatora technologii streamingowo-wyświetlająco-grających Wojciuszkiewicza, obejrzany na „leżaka” na materacach w towarzystwie nie kończącego się zapasu umiarkowanie zalecanych przez dietetyków lecz wyśmienicie pasujących do kinowego seansu prażonych, słonych, serowych, paprykowych a nawet ostrych chrupiących przekąsek przygotowanych i podanych przez doskonale zapowiadającego się myśliwego, stażystę Piotra Szumlewicza, uspokoił, wyciszył emocje, pozytywny przekaz wniósł oraz nastroił do snu.

Dzieci i wychowawcy na pokoje a my czyli Prezes i ja, strażnicy nocnej ciszy, w śpiwory i na „dolną półkę”. Czy słychać było dziki? Ja nie słyszałem ale podobno w nocy przynajmniej jednego było słychać. Niestety, jak chce Ci się spać to zazwyczaj jeszcze bardziej nie chce Ci się wstawać i przeważnie, także wtedy noc jest za krótka.
I ten sam gość co na seans faszerował nas chrupiącymi przysmakami z szeleszczących opakowań już o 7:00 przyjechał ponownie upewnić się, że dzieci na pewno nie wyjadą z Chocimka głodne.
Na śniadanie herbatka, jajeczniczka, paróweczki, serek i zgadnij co…. Pizza, pizza, pizzaaa! Bo jednak na szczęście zostało z wczoraj :).
Edukacyjnie
Wyspali się, pojedli?
To teraz chodźmy na świeże powietrze.
Czasu jeszcze trochę było, więc przeszliśmy się w koło domku. A u nas na „pokotowym skwerze” rzeźba od niedawna stoi. „A kto to?” – dziewczynka pyta.



Święty Hubert patron myśliwych. Żył w VII wieku i namiętnie polował, aż pewnego razu…….
i tak streścił żywot świętego nasz kol. z koła „Drop” Zielona Góra chętny do dzielenie się swoim czasem i dobrym uczynkiem Grzegorz Sobotka.

Wszystko co dobre kiedyś się kończy i czas się z przyjaciółmi pożegnać.
Lecz my już nie udajemy, że coś do oka wpadło, nie wycieramy nosa w rękaw, bo choć tęsknimy za następnym spotkaniem, to wiemy, że nie jest to zakończenie filmu lecz epizodu, krótkiego życia odcinka, a przed nami kolejne serie, przygody i niespodzianki.
Darz Bór, siema ziom i do następnego dzieciaki, dziewczyny i chłopaki!
No i to tyle do powiedzenia miałem i już bym nie wracał lecz zapomniałem, bo wszystko pięknie się ułożyło i zakończenie by ładne było gdyby nie masło. „Za dużo masła” Marcin powiada a przypomnienia wart powód nie lada.
Cichymi bohaterami byli:
koordynatorka z Domu Dziecka pani Ania Kluczewska,
koordynator ze strony koła kol. sygnalista tego dnia Marcin Choiński, co z prezesem tonu i myśliwskiego sznytu wydarzeniu sygnałówką nadawali,
kol. Kamil Reszczyński jak zawsze pomocny, jak satelita co w koło choć niewidzialny to non-stop lata,
był także kolega Krzysiek Pupko by autem dzieci pomóc przywieźć, (bo ten to się w każdą pomoc pcha :))

Tak, więc 21.12.2024 na zbiórce stanęły 32 strzelby a że polowanie to wigilijne, integrować się jak najbardziej należało. Polujących z kartką, jedną kartką, było 28 a podwody dwie, czyli przesiadać się trzeba było bo w integracyjnym właśnie o to chodziło.
(Podwody dwie, jak napisałem na wstępie.) Pierwsza to Ford gdzie za kierą nie byle jaki gość bo młody norweski myśliwy dla kolegów Jarek, lecz poważniej brzmi kol. Jarosław Tomaszewicz, który na zaproszenie Łowczego Pawła przybył. Drugą podwodę dumnie prowadził nasz kołowy kolega Leszek Pachała, który nie z obowiązku a z przyjemnością to robi co widać na załączonym obrazku. Auto jak zwykle na polowaniu lśniące (i tu by się przydał osobny wpis, i myślę, że przyjdzie właściwy czas aby i o tym wspomnieć. Mam rację kolego Dionizy?) a tym razem i jedliną udekorowane.



Sygnał na zbiórkę o 8:00, lecz koledzy tak spragnieni kontaktu ze sobą byli, że chyba nie słyszeli. Prowadzący, wzorowo prowadzący o czym za chwilę, poprosił naszych niezawodnych sygnalistów w składzie kol. prezes Arek Opala, kol. podłowczy Kamil Reszczyński, kol. pułkownik Krzysztof Kloc oraz kol. „Król” Marcin, nie pierwszy w tym sezonie, Choiński (i o tym też później jeśli pozwolisz drogi czytelniku) poprosil o ponowienie sygnału skoro po pierwszym nie wszystkich udało się zebrać. Wzorowo prowadzący Łowczy kol. Paweł Ławrynowicz na zbiórce powiedział: polujemy na jedną talię kart aby integracyjnie było, więc przesiadać się będziemy, polujemy na Jelenie – byki, łanie i cielęta, kozy, koźlęta, dziki, drapieżniki (małe miał na myśli).


Apteczki w każdym aucie (były trzy bo traktor z naganką, czy ciągnik jak kto woli, Kamil Kowalski jeszcze nie kolega po strzelbie prowadził), strzał w miot na własną odpowiedzialność jeśli jest kulochwyt a na linii to stań jak najbliżej ściany miotu i ustaw się tak aby nie ograniczać sąsiadów. Stój a nie siadaj jak strzał masz zamiar oddać. W sumie powiedział o wszystkim. Zakaz strzału w miot po sygnale a po nim rozładuj, że broń wypada i nawet należy rozładować, o nagance i o pieskach i ich podkładaczu. I tu chciałbym się na chwilę zatrzymać. Kolega Robert przyjaciel naszego koła z Koła Łowieckiego „Knieja” Świdnica, choć drogi do nas ma 2 godziny, z sympatii zaproszenie przyjął i psami nagankę niewątpliwie wzbogacił. A sforę jego Graję, Celę i Junaka oraz jego samego kto w akcji widział, a ja w Świdnickich łowiskach byłem i doświadczyłem, ten wie, że zwierza w miocie przeznaczenie i plan gospodarki łowieckiej nie ominie.



Ciekawym i praktycznym gestem, za sprawą sponsora nie raz już u nas z powodzeniem goszczonego kol. Marka Cichowskiego, wykazał się Zarząd koła ofiarując jeszcze na zbiórce wszystkim zgromadzonym nietuzinkowy prezent w nieoczywistej oprawie lecz ze stosownym ostrzeżeniem na rewersie. „Nie do spożycia” Nie do spożycia?!
Piękna piędziesiąteczka z wybitnym logo koła a na odwrocie. „Nie do spożycia”. Myślałem, że to żart ale rzeczywiście nadaje się świetnie lecz do smarowania broni czyli sztucera bądź strzelby lecz nie koleżanki Broni.
Novum w repertuarze naszych zacnych, niezawodnych i nieustannie poprzez treningi trzymających bardzo wysoki poziom, sygnalistów był sygnał „Witamy Was” a po nim wybrzmiał „Apel na łowy”. A za nim zbiórka się rozpierzchła, usytuowała i w łowisko wybrała wszystkie numery kart spisane zostały.

Piękny słoneczny i ciepły (a 21 grudnia mamy) poranek, rozprowadzający w osobach kol. podłowczego Kamila Reszczyńskiego i kol. strażnika Mariusza Mikołajczaka rozstawiają pierwszy miot. A w nim chmara i sarna. Miały być dziki i byki i były byki. Czy mamy już Króla i Vicekróla? Nie oceniaj dnia przed zachodem słońca. Polowanie i narada trwa.
I tu uwaga bo znów się zatrzymać ze słowotokiem trzeba. Polowanie podobnie jak wigilia nie zaczęło się dziś. Wiele poświęconych godzin, litry wyjeżdżonego paliwa, nieprzespane noce składają się na efekt. Zdjęcia z fotopułapek i perspektywy napawały optymizmem. W drugim miocie szpicak i wilk. W trzecim miocie 2 małe chmary, w czwartym 2 chmary, rudel i znów wilk.
Niestety. Obecność dużego drapieżnika zniweczyła poświecenie, trud i dorobek. Organizatorów dorobek. Spatrolowane przez agresora łowiska okazały się być przez zwierzynę niemalże opustoszałe. Wilk zaznaczył swoje bytowanie. Nadzieją jednak napawa fakt, że po naganki przejściu przez miot możemy mieć niemalże pewność, że nasza obecność nie pozostała bez presji na „burego” w łowisku. Niech żyje, niech żeruje, lecz wara od naszych łowisk i zwierza wykarmionego z gospodarki naszej.

Na „Wigilijnym” należy z najlepszej strony siebie pokazać, otworzyć się, szczere życzenia złożyć opłatkiem podzielić lecz nie tylko myśliwy z myśliwym a także myśliwy ze zwierzyną. Symboliczny opłatek tradycyjnie dla zwierzyny w paśniku został złożony a każdy z każdym życzeniami się wymienił, uściskiem dłoni, tudzież tzw. „misiem” serdeczność przypieczętował.




Król przedostatniego z integracyjnych polowań na 138 obwodzie, Łowczy Okręgowy kol. Jacek Banaszek, na ręce prezesa naszego życzenia osobiste od siebie złożył wszystkim zgromadzonym, prezes je wygłosił a kol. Dionizy z naszym gościem kolegą Andrzejem Bawłowiczem jako przedstawiciele Zarządu Okręgowego nie omieszkali dołączyć się do nich. I znów się głodny zrobiłem kiedy przypominam sobie smak i aromat potraw świątecznych przy paśniku serwowanych. Wybitne pierogi i barszcz znakomity i dokładka.


Rozstrzygnięcie i finał Wigilijnego Polowania jednak miały miejsce w pierwszym miocie gdzie padł Byk i koza . Na pokocie byk Marcina, koza Kamila i wielkie lecz puste nadzieje Grzesia. Znam Grzesia, dobry człowiek i myśliwy ale widocznie strzał spudlony bo cel Daleki. Choć większości nie muszę, wyprzedzę tu fakty. Królem pudlarzy został kol. Grzegorz nomen omen Daleki. Gratulacje bo trofeum przezacne!



Polowanie udane, bezpieczne, wzorowo poprowadzone i zorganizowane ale my przejdźmy do meritum bo tu sens jest naszego spotkania wigilijnego.
Cześć oficjalna miała mieć czas i miejsce 21 grudnia w Chocimku. Czy Zastal wygrałby tego dnia tworząc skład z dnia na dzień z przypadkowo dobranych nawet wybitnych zawodników.
Piątek 20 grudnia teoretycznie się wszystko zaczęło.
Trzeba było karpie przywieść oskrobać, pokroić, usmażyć. Farsz przygotować, krokiety pozawijać, podsmażyć, uszka, pierogi barszcz znakomity (jedwabisty moim zdaniem skromnym, zgaga nie piekła więc szlachetny był) ciasto upiec….
Od piątku zatem sprawy w swoje ręce wzięli i wybaczcie za brak jakiegokolwiek uporządkowania czy chronologii.

Wprawdzie łowczy „wzorowy” już ich słowami nagrodził i wprawdzie tylko ogólnie lecz
ani z imienia ani z nazwiska z uwagi na czas na odprawie okrojony bo zbyt długo by to trwało. Ja tu czasu nie liczę i ja ich wymienię i zadbam na tyle ile mogę aby o nich wspomnieć i zapamiętać.
Szacunek wielki i brawa należą się ze strony wszystkich uczestników;
Darkowi Dariuszowi Rzepskiemu, Krzysiowi Krzysztofowi Pupko i jego skromnej i pracowitej jak Pszczółka Maja żonie Agnieszce szczególnie, bo bywam tam i wiadomo, że ona gospodarką trzęsie,
Jackowi co ciasto upiekł i w ogóle pomógł i dwa dni wcześniej się do nas zbierać musiał bo choć w Jeleniej Górze mieszka to koło nasze wizytą swą zaszczycił, szanowny kol. Witczak Jacek kucharz, cukiernik i w ciemno randkowicz wspaniały,
kol. Jacek lecz tym razem zasłużony młody emeryt Demczak oraz Robert Master szef Kuchni kol. Kosicki (ten to gotuje), weteran i szef i mistrz kuchni polowej kol. Jacek Turowski oraz uwaga bo Diana, Justyna Jankowska z koła,”Słonka” Zielona Góra a także Reszczyńska Iwonka co dwa dni dla nas i garów oddała, „Marcin i Tomek co zdzwonili się telefonem siema ziom ziomek ustawka dzisiaj pod domem”.

Tym razem niech żyją Łuczaki! Była Kasia być może już niedługo diana a śmiem tak twierdzić z obserwacji fascynacji ze strzelania do rzutek i był mąż jej Marcin, któremu też się zdarza polować. A skąd w tekście Tomek? Tomek to wielki nie tylko ciałem ale i siłą sprawczą koordynującą wszystkie te ochotników zaangażowania kuchennego zaplecza organizator. Niby każdy nuty zna ale to nie znaczy, że orkiestra jak trza zagra. I tu właśnie rolę swą odegrał „Siema ziom, ziomek”, nikt inny jak skarbnik kol. Kaczmarek Tomek.

Świąteczną, przepiękną scenerię bajkową, choinkę przez króla polowania z lasu przytarganą a potem gustownie ubraną, przystrojone okna, parapety, świąteczne koszyczki, kokardy, girlandy, stroiki, świąteczną na stołach zastawę Ekipie Brygidy zawdzięczamy w skład, której wcieliła nie tylko męża swego kol. Dionizego lecz także koleżanki swoje Marzenę Walczak, Małgosię Dudek i męża jej Wiktora oraz Iwonę i Kamila Rzeszczyńskich.
Specjalnie dobrany zespół z wyselekcjonowanych i sprawdzonych ochotników, współtworzących wyjątkowe i niepowtarzalne spotkanie w roku sprawił, że wieczerza, która była głównym celem sobotniego spotkania przy strzelbie dian i myśliwych wyglądała i smakowała jak u mamy. Sala przystrojona, choinka ubrana, stoły zastawione i udekorowane. Wszystko wyglądało jak Hollywoodzka sceneria przed MEGA produkcją. „Kevin Sam w Domu” czy „Wigilijna opowieść” przy naszej scenerii wygląda blado jak chudy lis albo księżyc w pełni. Wszystko wyglądało jakby kobiecą dłonią udekorowane.


I część racji w tym jest. Ale nie cała. Bo wielki sercem przyrodniczym, łowieckim i familijnym postawił na swoim. Świąteczna oprawa na stole a nie plastik ma być i basta. Temu Św. Hubert Darzy kto dobrze gospodarzy. Marcin jak nikt spełnia wszelkie te kryteria. Wprawdzie talerzy z porcelany nie było, lecz jedlina na nich i świąteczne motywy sprawiły, że żal mi tego minionego już czasu bo chciałbym aby co tydzień się zdarzało aby móc przy stole z kolegami w takich okolicznościach pobiesiadować, pogaworzyć. Bo każdy z nas nie tylko zawodowo pracującym i hobbystą myśliwym jest, ojcem i mężem ale także najprawdziwszym zwykłym człowiekiem. A człowiek to zwierze stadne, które bliskości, czasem wsparcia i pomocy i kontaktu z serdecznymi ludźmi łaknie.
Zdrowych, spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.