Dzień Dziecka zapowiadał plakat przygotowany przez Bartka Wojciuszkiewicza.
Wiosna w pełni, nie wiedzieliśmy jaka w piątkowe popołudnie będzie pogoda, a trawa przy naszym Domu wysoka, na zabawy za wysoka. Koledzy Krzysztof Pupko i Krzysztof Kowalski zrobili ostre cięcie trawy i plac był gotowy na przyjazd naszych młodych przyjaciół. Kiedy dojechaliśmy do Lubska nastąpiło oberwanie chmury, a po przyjeździe do Chocimka okazało się że św. Hubert zatrzymał ulewę i mogliśmy w pięknym słońcu rozpocząć imprezę. To była już piąta edycja naszych corocznych spotkań. Po uroczystym powitaniu przy figurze św. Huberta zasadziliśmy dwa pamiątkowe drzewa bukowe, które przygotował z odpowiednim podłożem kol. Marcin Choiński, aby upamiętnić nasz mały jubileusz. Nie zabrakło pamiątkowego wspólnego zdjęcia
Nie mógł być z nami Łowczy koła kol. Krzysztof Bystrzycki ale zasponsorował dzieciakom cały catering, a kol. Piotr Szumlewicz dostarczył go na Domek.
Animatorki Ewelina i Asia rozpoczęły zabawy, do których włączyły się także dzieci myśliwych integrując się, a nawet przejmując inicjatywę.
W bezpiecznym miejscu na naszej działce kol. Marcin Choiński przygotował konkurs strzelecki, który każdego roku cieszy się popularnością. W jego przeprowadzeniu pomagał kol. Krzysztof Pupko.
Nową atrakcję w tym roku przygotował kol. Eligiusz Woźniakowski. Zorganizował dzieciakom strzelanie z pistoletu do celu. Okazało się że ładnie to wygląda na filmach a na żywo trafić trudniej.
Nowością było także strzelanie do tarczy z łuku. Przygotował konkurencję kol. Bartek Wojciuszkiewicz. Okazało się że to jest jeszcze trudniejsze niż strzelanie z broni pneumatycznej.
W tym roku kol. Maciej Michalak przyjechał samochodem retro i to w dodatku kabrioletem. Takiej przejażdzki nie mógł nikt odpuścić nawet Panie wychowawczynie. Zarząd nie chce wiedzieć ile paliwa Maciej wypalił😄
Dla młodzieży Dzień Dziecka bez ryku motorów to nie byłoby dobre popołudnie. O tą atrakcję zadbał kol. Kacper Subsar. Z Kacprem przyjechali koledzy – Łukasz Hajkowicz, Rafał Kruger, Marcin Furgał i Piotr Stawera. Chłopaki przystojne i jeszcze w skórach to dziewczyny nie chciały z motorów zsiadać.
Nad całością gastronomi czuwała żona Dionizego Brygida i żona Bartka Marta.
Grilem cały czas zajmował się kol. Józek Magier. Nie spalił ani jednej sztuki.
Popkornem zajął się kol. Krzysztof Kowalski. Był gotowy na większy popyt ale ilość atrakcji chyba dzieciakom ograniczyła ich możliwości.
Paśnik ze słodyczami i super pomysł z lizawką to pomysł, sponsoring i wykonanie kol. Marcina Choińskiego
Przyszedł czas na puchary i medale. Te nagrody dla najlepszych ufundował kol. Dionizy Stępniewski, a upominki dla wszystkich dzieci z naszego Uniwersytetu Zielonogórskiego to zasługa żony Kacpra Kasi Subsar.
Poza konkurencją była córką Krzysia Pupko 27/30. Zarząd nie traci nadziei że to nowa Renata Maüer👏. Od naszych dzieciaków otrzymaliśmy w prezencie trzy tace pysznych rogalików. Po kilku minutach już ich nie było 😯🫣 Czas szybko minął i ok 21 bezpiecznie dowieźliśmy dzieci i młodzież do Lubska.
Zarząd jeszcze raz składa serdeczne podziękowania wszystkim myśliwym ich żonom i dzieciom oraz wszystkim uczestnikom z poza naszego koła, za włączenie się w zorganizowanie opisanej wyżej imprezy i radość jaką mogliśmy sprawić nie tylko dzieciakom ale i sobie. Darz Bór ☀️ 🙌 ☀️
Meteorolodzy dwoili się i troili, strasząc nas burzami i ulewami, ale pogoda wiedziała swoje – przez całe zawody uśmiechało się do nas piękne słońce! W tegorocznym przystrzeliwaniu broni i walce o Puchar Prezesa naszego Koła wzięło udział aż 29 zawodników. A pomyśleć, że mogłoby być nas jeszcze więcej! Część kolegów dotrzymywała towarzystwa myśliwym dewizowym na „Domku”, inni ambitnie zakuwali na kursie dla selekcjonerów, a resztę pochłonął gorący sezon komunijny (serdeczne pozdrowienia dla kol. Eligiusza, który też świętował z rodziną!).
Strzelnica i całe zaplecze lśniły i były przygotowane na szóstkę z plusem – tu należą się ogromne brawa i ukłony dla Marka Napiórkowskiego i jego Żony! Z kolei nad tym, żeby wszyscy grali fair play, czuwało nasze sędziowskie trio o sokolim wzroku: kol. Adam Zagierski, kol. Krzysztof Nowak i kol. Ryszard Jakuszyk.
🏆 Kto rozbił bank, czyli wyniki!
Rywalizacja była zacięta, ale ostatecznie na podium stanęli:
🥇 I miejsce i główny Puchar Prezesa Koła: kol. Krzysztof Pupko z potężnym wynikiem 284 pkt! Jakby tego było mało, Krzysiek zgarnął też puchary za najlepszą kulę (129 pkt) oraz najlepszy śrut (155 pkt). Zostawiłeś w ogóle jakieś rzutki dla reszty? 😉
🥈 II miejsce: kol. Kacper Subsar z pięknym wynikiem 219 pkt.
🥉 III miejsce: kol. Grzegorz Daleki, depczący mu po piętach z sumą 216 pkt.
Mamy też trofeum specjalne! Puchar za „szczególne miejsce”, do którego cała nasza Brać czuje wyjątkowy, dobrze nam znany sentyment, powędrował prosto w ręce kol. Jacka Turowskiego. Gratulacje!
Na osiach strzeleckich swoje oko i pewną rękę trenowały również przyszłe Diany i młodzi myśliwi. Patrząc na ich zapał, o przyszłość polskiego łowiectwa możemy być całkowicie spokojni!
👏 Wielkie podziękowania
Zarząd Koła kłania się nisko wszystkim zaangażowanym w organizację tej świetnej imprezy. Szczególne piątki przybijamy:
kol. Dionizemu Stepniewskiemu – z kalkulatorem w ręku tak szybko i skrupulatnie liczył nasze punkty, że procesory w komputerach mogłyby brać z niego przykład!
kol. Jackowi Turowskiemu, Piotrowi Szumlewiczowi oraz Dianie Justynie – za to, że nikt z nas nie wyjechał ze strzelnicy z pustym brzuchem. Justyna – jesteś naszą bohaterką! Ogarnąć kulinarną strefę zawodów mając na głowie organizację jutrzejszej komunii to wyczyn na miarę złotego medalu.
Wszystkim uczestnikom dziękujemy za bezpieczne strzelanie, uśmiechy od ucha do ucha i wspaniałą atmosferę. Do zobaczenia za rok!
W naszych obwodach łowieckich rozpoczyna się właśnie czas zasiewów. Aby uchronić uprawy przed dzikami i zminimalizować szkody łowieckie, zaplanowaliśmy harmonogram dyżurów polegających na pilnowaniu pól. Poniżej załączamy szczegółowy grafik obecności. Apelujemy o rzetelne i odpowiedzialne podejście do tego zadania. To od naszego wspólnego zaangażowania w terenie zależy, ile strat w uprawach uda nam się uniknąć. Pamiętajmy, że wszystko jest w naszych rękach.
Mikołajki dla Dzieci z Domu Dziecka w Lubsku jak zwykle odbyły się w naszym Domku w Chocimku. Był to dzień „Mikołajów wielu”, gdyż Mikołajów Ci u nas dostatek a co jeden się w pomysłach, kreatywności i hojności prześciga.
Impreza zaczęła się od transportu dzieci z Lubska…. Nie, nie, nie, zaraz, zaraz!
Impreza zaczęła się od przygotowania i dekorowania sali w naszym domku, którym jak zwykle i tradycyjnie zajęła się Brygida z koleżanką Urszulą oraz mężem Dionizym. Dostawą drzewka zwanym choinką zajął się najbardziej zorientowany w drzewkach, lasach i ich urządzaniu, najbardziej właściwy nie tylko ze zbieżności nazwiska, kol Marcin Choiński.
„Brygada Brygidy” pod przewodnictwem oczywiście Brygidy, która tego dnia w świąteczne sweterki nas myśliwych ubrała i z nazwiska już jej przypominać nie trzeba, w etatowym składzie super wolontariuszek czyli Agnieszki Rzepskiej, Małgorzaty Dudek do których tym razem dołączyła koleżanka Agnieszki, Justynka Misztal (Justynka bo prywatnie się dłużej znamy 🙂 a świat mały jest).
O 16:30 transport dzieci z Lubska do domku i to była najspokojniejsza tego dnia jazda, bo potem zaczęła się prawdziwa jazda emocjonalna, artystyczna i taneczna! Na początek podziękowania i kosz pełen ręcznie wykonanych przez dzieci sojowych świeczek, rogalików wraz z laurką, przekazany z rąk Pani Edyty Urbaniak, która jako prezes Stowarzyszenia „Wspólne dobro” przekazała podziękowania w imieniu wszystkich członków stowarzyszenia, czyli całej kadry oraz w imieniu dzieci.
Harmonogram skrupulatnie ułożony, zapisany i kategorycznie respektowany przez nie znoszącą tego dnia wyłamania jakim wykazał się pomysłodawca wypełnienia drobnej luki w czasie proponując dzieciom rysunki i kolorowanki. Jak szybko je rozdał, tak szybko ze stołów je zbierać musiał a sprzeciwu zgłaszać nawet nie myślał.
Na stół trafiły skarpety, ryż i nożyce oraz inne gadżety by z mieszanki przedmiotów, kreatywności i chęci wełniane skrzaty powstały. Zabawy przy tym jak i pomysłów na odbiegające od wolontariuszek instrukcji jak zwykle u dzieci było wiele. Wiele też było dumy z popełnionego dzieła a także ofiarności której z dziecięcych rączek Miji doświadczyłem. „Proszę, to dla Pana.”
Krótka przerwa dla kuchni, której tego dnia szefem był multi-funkcjonalny odtwórca dwóch ról Mikołaj kol. Robert Kosicki, który przy nieocenionej pomocy swej żony Bernadetki (tym razem na zdrobnienie sobie pozwalam gdyż tylko w ten sposób się Robert o Bernadetce wyraża) przygotował grzanki i przy naszej pomocy czyli tych wszystkich, którzy na spotkanie z dziećmi przybyli czyli Elfa dnia tego kol. Dionizego, kol. Piotra Szumlewicza, kol. Krzysztofa Kowalskiego, kol. Bartka sekretarza Wojciuszkiewicza i żony jego Marty, i po sygnale „Na posiłek” zagranym przez koordynatora przedsięwzięcia, łowcę wielkiego, kolegę Marcina Choińskiego do stołu podał.
Wszyscy ze smakiem brzuszki napełniliśmy by w trakcie następnego punktu napiętego programu nie ulec pokusie pierniczka pożarcia.
Stoły zamieniają się w blaty kuchenne a na nie trafiają pierniki, kolorowe lukry, „kontrolę przejmuje”, tyle co mu „Brygada Brygidy” pozwoli, kol. Miłosz z nazwiska Krawiec lecz z aparycji i pełnionej funkcji jak nic cukiernik. Wypieki wcześniej przygotowane lecz na miejscu ręcznie przez młodych artystów we wzory nie tylko świąteczne dekorowane bo na piernikach manifest sympatii.
„Legia Warszawa” – rozumiem. Ale czy „Wiki” to autorka piernika czy imię co w sercu artysty brzmi? A „Zalewski 59”? No chyba go tam nie było.
I nagle kierownictwo nad show przejmują roztańczone, umiejące skutecznie i niesamowicie porwać dzieci do super zabawy o charakterze kardio-tanecznej i intelektualno-logopedycznej dwie młode dziewczyny, Ewelina i Joanna, tworzące grupę „Elfica Wichura”. Tańce, zabawy, hulanki, swawole, koordynacja ruchowa, rzuty piłkami do zbyt dużych portek i wyzwania werbalne. Bo rzeczywiście jak powiedziała elfica Joanna przy zaproszeniu do kolejnej atrakcji „..zapraszam wszystkich do kręgu! Ale uprzedzam nie będzie łatwo!” czy jakoś tak powiedziała. Zresztą jak można zapamiętać co powiedziała jak mówiła jakimiś lapońskimi chyba słowami, których nie da się zapamiętać za pierwszym razem, a przy tym trzeba wykonywać rękoma określone gesty? No chyba, że jesteś dzieckiem z mózgiem chłonnym jak gąbka albo w trakcie zabawy okazuje się, że to nie tylko świetna zabawa dla dzieci a koordynacja werbalna i ruchowa sprawia Ci wyzwanie. Świetna zabawa udzieliła się nawet niektórym dorosłym :).
Chciałoby się znowu zaśpiewać ale żeby zrozumieć to trzeba było być.
Niestety elfice miały tego dnia, także napięty harmonogram i musiały lecieć. I już miały nas opuścić a tu nagle..
– Puk, puk.
– Kto tam?
– Mikołaj.
Jest! Upragniony punkt programu czyli Mikołaj i prezenty!
Mikołaj jak Mikołaj młody nie jest. Broda siwa, idzie o laskę podparty dobrze, że drzwi otworzyła elfica i pomogła mu wejść. Elf Dionizy szybko pospieszył z krzesełkiem, Mikołaj kol. Robert, odtwórca dwóch ról i nie wiadomo, która rola mu bardziej mistrzowsko wychodzi, czy jest lepszym mistrzem kuchni czy Mikołajem bo w rolę wcielił się po mistrzowsku, spoczął i za sprawą i w asyście Mikołajów dnia tego wielu oraz tajemniczej i intrygującej śnieżynki Pauliny co z czystej ciekawości i serca dobrości po Watsapowym wpisie na grupie firmowej kol. Bartka, prezenty dzieciom podarował.
Lecz nie za darmo darował. Trzeba było wiersz wyrecytować, skomplikowane zadanie matematyczne z głowy a bez telefonu rozstrzygnąć, lub sprawnością fizyczna wykazać się ponadprzeciętną.
Mikołaj kol. Krzysztof „Bystry” Bystrzycki jako sponsor prezentów dla dzieci, Mikołaj anonim jako sponsor prezentów dla opiekunów dzieci. Mikołaje Brygida i Dionizy Stępniewscy, którzy podarowali zestawy kartek świątecznych do pokolorowania i z trójwymiarowymi aniołkami do złożenia. Świetny prezent i inspiracja dla dzieci do wysłania świątecznych życzeń. A do tego kubek szefa.
Moc emocji nie mija ot tak. Punktem kulminacyjnym programu był tradycyjnie film jak zwykle o tematyce świątecznej. Sala biesiadna z tanecznej zamieniła się na filmową. Drugi i trzeci rząd to ławki, w pierwszym rzędzie materace do tego wszystkiego paluszki, chipsy popcorn i napoje. 115 minut „Kroniki świątecznej 2” jak zwykle wyświetlonej przez multimedialnego kol. Bratka skutecznie wprowadziło dzieci w błogie nastroje.
00:00. Siusiu, paciorek i spać bo o 7:00 trzeba wstać.
Rano szybciutka herbatka, śniadanie i powrót jak zawsze z ustaloną już dnia wcześniejszego ekipą w nastroju kawałka nie cicho zapodanego czarnego rapu. W drodze powrotnej to już ekipa nadaje ton.
Polowanie pt. „Zloty Rogacz, Złota Kita”, które odbyło się w piątek 8 sierpnia w Laskach zostało już zaliczone przez uczestników do udanych. Tak, dobrze czytasz. W piątek! Przecież większość pracuje i na 17 być nie każdemu pasuje. Ale jednak 30 strzelb a w tym sześcioro gości na zbiórce punktualnie i z uśmiechem się stawiło. Polowanie przygotował i prowadził młody stażem lecz zaangażowany i w temacie zorientowany myśliwy Józef Magier przy nieznacznej asyście młodego (stażem :)) podłowczego. Stanowiska objeżdżone i na mapki naniesione w losowaniu przydzielone. No cóż. Losowanie to losowanie. Nie każdemu po drodze na stanowisko było a przecież myśliwi na Markówke w grupach jednym autem przyjechali. Ad hoc utworzona logistyka nie zawiodła. Każdy krętą lub bardziej krętą drogą na stanowisko dotarł i tam zgodnie z postawionym na zbiórce założeniem do 21:00 przynajmniej, czaił się, wabił, lustrował, jednym słowem polował by trofeum swym pokot uświetnić.
Na pokocie kozły dwa i lisy dwa. Złotego Rogacza strzelił nasz kol. prawie z gór Jacek Witczak, Złota Kita tym razem dla naszego leśniczego sygnalisty niezawodnego kol. Marcina do rymu Choińskiego. Oprócz tego pokot wzbogacony został przez kol. Tomka Chojnackiego, co także rogacza, lecz według komisji mniej ciekawego pozyskał i prowadzącego kol. Józka tego dnia lisiarza. Lecz pokot nie tylko zwierzyną uświetniony został. Trzech dzielnych i zdolnych sygnalistów sygnały zagrało. Prowadzący dziękują gościnnie polującemu kol. Ryszardowi Królowi z koła „Raróg” Zielona Góra, i naszym „Borowym” leśnikom kol. Marcinowi i kol. Piotrowi laskowemu lokalsowi Nalewajczykowi.
Zbiórka, rozwózka, zasiadka, pokot i w końcu wyczekiwana biesiadka, a stoły zastawia „Zosia Samosia”. Konwencja biesiady w tym roku od normy odbiec w założeniu miała, by z gotująco-polujących tylko polujących zrobić. I właśnie dlatego świeży podłowczy sugestie na watsappa wrzucił. Niech każdy odrobinę od siebie przyniesie a integracje przy pieczonej kiełbasce z rusztu zrobimy. Na początku poklasku ów pomysł nie miał, lecz z czasem się przyjmował by w końcu ogromem i różnorodnością stoły zapełnić. Był pyszny chleb własnego chowu i nie mniej udane bułki z piekarni i przepisu Tomka piekarza, naszego łowiska gospodarza. Chleba i wędlin od Krzycha „Bystrzycha” Bystrzyckiego i smalcu, ogórków co nie miara.
Dwóch Piotrów przyniosło sałatki a inni inne dodatki. Było tez dwóch takich co jednak konwencje Zosi Samosi zbojkotować postanowili i gar flaków dla wszystkich upichcili. To kucharze wielcy – Wojtek „Czerwiec” i Tomek „Wrzesień” z Leśniowa niemniej Wielkiego. Nie powiem, flaczki pyszne, udane a niektórzy mówią, że udane, także było polowanie. Złoty Rogacz 2025 już za nami a wspomnienie polowania niech statuetki utrwalają. Bo co to za myśliwy co Króla Pudlarzy nie wystrzelał. Prawda kolego Heniu ;)?
31 maja 2025 roku, w sobotnie popołudnie i wieczór, Chocimek tętnił życiem, śmiechem i dźwiękiem potężnych silników. To właśnie tu, w sercu zielonogórskich lasów, Koło Łowieckie „Bór” po raz kolejny miało zaszczyt gościć dzieci z Domu Dziecka w Lubsku, organizując dla nich wyjątkowy Dzień Dziecka – dzień pełen przygód, emocji i szczerej radości, której nie sposób było nie zauważyć.
Już od pierwszych chwil na twarzach naszych małych gości malowało się niedowierzanie i ekscytacja – wszystko za sprawą niezwykłych pojazdów, które otwierały wydarzenie. Potężne Mustangi, z silnikami ryczącymi jak dzika natura, zabrały dzieci w emocjonujące przejażdżki po okolicy – niezapomniane wrażenia gwarantowane!
Następnie przyszedł czas na wyjazd do lasu naszym kołowym „osinobusem”, który sam w sobie jest atrakcją. Kierował niezawodny kolega Leszek. Tam czekała edukacyjno-przyrodnicza przygoda – rozkładaliśmy sól w lizawkach, sypaliśmy kukurydzę na zaporówkach, a wszystko po to, by pokazać najmłodszym, na czym polega codzienna troska o dziką zwierzynę. Wiedze przekazywał podłowczy Kamil, który jak nikt inny zna nasze łowisko.
Szczególnym punktem wyprawy było spotkanie z leśniczym Marcinem, który zabrał wszystkich na uprawy leśne, opowiadając o tym, jak rośnie las i jak się nim opiekuje. Nie zabrakło oczywiście degustacji – dzieci z ciekawością sięgały po świeże pędy sosny, odkrywając ich niezwykły smak. Marcin został pod koniec sowicie obsypany… kukurydzą – na szczęście, bo śmiechu przy tym było co niemiara!
Po powrocie na teren domku łowieckiego, czekały już przygotowane kiełbaski i prażona kukurydza, o które zadbali niezawodni Marcin i Tomek. Zapach ogniska i wspólne pieczenie jedzenia stworzyły atmosferę jak z rodzinnego biwaku.
Kolejna część spotkania to już prawdziwa feeria dziecięcej energii – na placu za stodołą rozstawione były dmuchane zamki, a animatorzy czarowali dzieci malowaniem twarzy, tatuażami i licznymi zabawami. Radość była wszechobecna – niezależnie od wieku, każde dziecko znalazło coś dla siebie.
Ogromnym hitem okazało się również stanowisko ASG, przygotowane przez Natana i jego kolegę. Dzieci mogły spróbować swoich sił w strzelaniu z różnego rodzaju pistoletów – emocje sięgały zenitu!
Oczywiście nie zabrakło słodkiego akcentu – ciasta z cukierni kolegi Miłosza znikały w mgnieniu oka, przynosząc chwilę błogiego odpoczynku.
Na koniec dnia – gdy słońce chyliło się ku zachodowi – Chocimek znów zatrząsł się od ryku silników. Na sygnałach, z hukiem i uśmiechami, przyjechała kolejna ekipa amerykańskich samochodów, by z fasonem odwieźć naszych gości z powrotem do domu.
To był dzień pełen emocji, wzruszeń i szczerej dziecięcej radości. Dla nas, członków Koła Łowieckiego „Bór”, to zaszczyt i ogromna przyjemność móc dzielić się tym, co mamy – naturą, pasją, czasem i sercem.
Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tego magicznego dnia – bo właśnie dzięki takim chwilom wiemy, że to, co robimy, ma sens.
Wydarzenie: Przystrzeliwanie broni i „Puchar Prezesa”
Cel: Popularyzacja kultury strzeleckiej, podnoszenie kwalifikacji strzeleckich, świetna zabawa
Kryptonim: „Każdy wygrywa”
Data corocznego przystrzeliwania broni znana była już od dawna to tez i czasu na organizacje wydarzenia, także nieco było. Obowiązki były podzielone i każdy z uczestniczących w organizacji miał jakieś małe do wykonania zadanie. Lecz mało kto jest tak zaangażowany, nie tylko w życie i funkcjonowanie kola, krzewienie i wzbudzane zamiłowania do sportu, jakim jest strzelecka przygoda i w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu zabawa z bronią, jak inicjator imprezy, organizator, prowadzący, sędzia oraz pasjonat łowiectwa i strzelectwa….
Pasja w czyn się przerodziła. Godziny, dnie a może tygodnie telefonicznych uzgodnień, zbieranie od sponsorów nagród, wybór wzoru i producenta statuetek, organizacja i wszelka koordynacja. To nie miało być zwykle przystrzeliwanie broni. W zamyśle głównego organizatora miał to być nasz kołowy piknik strzelecki w którym każdy będzie wygranym.
W końcu nadszedł ten dzień a pogoda i frekwencja dopisała. Oficjalnie i w teorii zbiórka o 9:00 lecz wiadomo kto wcześniej był. Nie jest tak, że sam z tym był bo przecież każdy jakąś role miał. I tak na przykład Piotr stażysta Szumlewicz kiełbaski od „Sławnego” lokalsa ze Sławy przywiózł i własnoręcznie na grillu do rumienistości i chrupkości doprowadził, dziewczyny ciasto (blachy były chyba ze cztery) ja zaś statuetki zamówić i dowieźć w obowiązku miałem.
Trudno powiedzieć czy to serdeczna atmosfera w kole czy pogoda tego dnia, a może morze nagród, które czekały na uczestników sprawiły, że w turnieju zechciało wziąć udział, jak na tego typu imprezę, aż 25 strzelców mniej lub bardziej wyborowych.
Wszystkich przybyłych na 4 grupy podzielono by zabawa i turniej w również 4 konkurencjach szybko i sprawnie przeprowadzone zostały – dwie kule i śruty dwa.
Oś na 100 m czyli rogacz co według niektórych na chwile przed strzałem się niespodziewanie poruszał, oś na 50 m czyli dzik co nie dla wszystkich wystarczająco wolno przebiegał, do tego Trap i MOP – jedna paczka jedna kaczka 🙂 – przednia zabawa.
Poziom wyrównany, kultura w obyciu z bronią, bezpieczeństwo pierwszej kategorii, sędziowie profesjonalni, ich asystentki skrupulatne. Konkurencje przeprowadzone sprawnie bez przestojów, bez zniecierpliwienia, a przerwy kawowo-regenerujące żołądek i umysł pomiędzy konkurencjami niepozwalające na dezorientacje uczestników turnieju. W międzyczasie, Szumlewiczowe kiełbaski grill, oraz ciasta z piekarników gospodyń wielu. Do smaku do wyboru, do koloru do pełna.
Niby sobotnia strzelanka trochę taka sielanka, w sumie pogoda fajna, atmosfera miła lecz tu najważniejsze było by kula „komorę” przeszyła i aby choć jedna śrucina rzutkę w locie trafiła. Wiec, skupienie na maksa, na stanowiskach cisza.
I każdy kogo zapytasz:
-Jak poszło?
Odpowie:
– ja kartofli nie jadam!
I tak do ostatniego, strzału turniejowego.
A teraz w cierpliwość się uzbrój, idź sobie na grilla, kawki się napij, ciasta zjedz bo komisja w spokoju komisyjnie punkty liczyć zaczynai kopertę ze „szczęśliwymi numerkami” oficjalnie otwiera.
W końcu zbiórka! Pięknie przez sygnalistów naszych kołowych zagrana, z których dumni jesteśmy bo nie w każdym kole sygnalistów urodzaj a i nie w każdym kole Prezes na parforce gra. A przy boku jego kol. Krzysztof Kloc i kol. Marcin Choiński, którzy jak się później okaże nie tylko zmysł słuchu i gębowego dmuchu zgrywają, lecz wzrok z drygiem wskazującego palca, także opanowane mają.
Oficjalnie wyniki w asyście Łowczego Prezes ogłosił.
Pierwsze miejsce wystrzelał mistrz ceremonii, organizacji i trener nasz jednocześnie naprawdę cierpliwy i fajny kolega Kamil co nie tylko łowiectwem ale także strzelectwem żyje. To właśnie za jego sprawa tak wielu się w szranki wzięło to właśnie za jego sprawa i treningiem umiejętności i pewność nasza strzelecka u niektórych o 100 a u innych nawet o 200 % wzrosła.
Tak więc 1 miejsce Kamil co żadnej rzutce nie przepuści z wynikiem 334/350 pkt., 2 miejsce ten co rzutki z nieco większym szacunkiem traktuje i pewnie dlatego jednej rzutce miłosiernie w całości odlecieć pozwolił – król sezonu 2024/25 kol. król Mariusz Mikołajczak, z wynikiem 327/350 pkt.. Miejsce 3 zaś obrońca narodu kol. płk. Kloc Krzysztof z wynikiem 268/350 pkt..
Jak widać nie łatwo było strzelcom pozostałym, lecz nikt się tutaj nie zrażał i w niższej części tabeli rywalizacja, także była zacięta choć atmosfera luźna a nie napięta.
Skoro wyniki już znamy czas by o tej części turnieju co nieco napisać. Odczytanie i prezentacja wyników wraz wręczeniem nagród jak nazwa turnieju wskazuje z rąk samego Prezesa. Zaszczytnego uścisku Prezesa, aż trzy razy kol. podłowczy Kamil Reszczyński doświadczył. Pierwszy raz wiadomo za 1 miejsce w ogóle, drugi raz jako mistrz kuli w kategorii „Najlepsza kula” i raz trzeci jeszcze w kategorii „Najlepszy śrut” jako, że każdą rzutkę śrutem sprawiedliwie traktuje.
Wnioski na rok przyszły wyciągnąć już teraz możemy. Nie 7 a 5 statuetek wystarczy, bo po co w erze kryzysu jednej osobie trzy statuetki dawać skoro plakietkę opisać właściwie wystarczy :).
A skąd 7 statuetek w tym roku było. Bo jak piknik to rodzinny, jak rodzinny to żony, koleżanki, koledzy, dzieci, znajomi. Tutaj, także była zabawa. Każde dziecko pod okiem sędziego instruktora mogło strzał oddać do tarczy na 25 m z pozycji siedzącej. Trudniej miały kobiety bo z pozycji stojącej a dystans się wcale nie zmienił.
W kategorii Kobieta zwyciężyła Ewelina Piotra stażysty żona, w kat. dziecko szczęśliwy jak mały chłopczyk został Dominik Kudła, pewnie kiedyś w przyszłości myśliwy lecz na początek stażysta (syn naszego kołowego kol. Przemka).
Gratulacje dla zwycięzców oraz dla wszystkich co odważyli się karabinek kalibru 22 LR do barku przyłożyć i „śmiertelny”, bo celny, do malowanego popiersia strzał oddać. Taka to była zabawa!
Lecz to nie koniec atrakcji dnia tego i choć wprawdzie podczas rozdania nagród i odznaczeń zasadniczego miejsce to miało, to z grzeczności do kobiet i dzieci na plan dalszy materialne uciechy odłożyć zechciałem. Formuła od początku zakładała nagradzanie nie tylko najlepszych lecz praktycznie każdego kto w turnieju udział weźmie, wiec każdy kto uczestniczył się o tym przekonał.
Dzięki zaangażowaniu organizatora i hojności sponsorów prawie każdy a może nawet każdy z turnieju wyszedł z „tarcza” i to nie byle jaką. Były niezbędniki i latarki od Ledlenser marki , czapeczki od Pulsar, i Cheddite marki, były smycze breloczki i także wiertarki, futerały na broń i na amunicję pudełka. Była nawet kiełbasa z dzika z naszego łowiska od, może jeszcze mało znanej, ale dobrej kol. Łuczak marki :). A to wszystko za udział. Nie ważny był wynik.
Dlatego w tym miejscu należą się wielkie dzięki dla kol. Pawła Jaszczyszyna dynamicznie rosnącego w zasięgi Influensera , kol. Piotra „Vademecum Myśliwego” Bogdanowicza, kol. Marcina Łuczaka, kol. Mariusza Mikołajczaka, właścicieli strzelnicy „Fox” Izy i kol. Marka Napiórkowskich oraz, zaszczepionemu strzelectwem i rywalizacją tajemniczego Jarosława J. który dał się poznać nie tylko jako pierwszy „kapitan strzelnicy” 🙂 ale także jako hojny darczyńca.
Tego dnia zwycięzcą był każdy lecz podwójne wygranymi byli beneficjenci „szczęśliwych numerków” co w zalakowanej kopercie czekała do samego końca podsumowania wyników, by wyłonić z nich trzech szczęściarzy na których specjalne nagrody czekały. 2 Bum Boxy i tablet dla miejsca 1 ,5, 13 ufundowane przez, miejmy nadzieje niedługo kolegę z koła kapitana Jarosława J.
Nie tylko najlepsi ale także Ci, którzy gorszą dyspozycje dnia mieli. Nadrzędnym celem imprezy było mobilizacja jak największej liczby uczestników do turnieju a turniej ma na celu wywołać jak największy rywalizację. Jak wcześniej wspomniałem rywalizacja była zacięta, w tabeli ciasno, więc siłą rzeczy ktoś musiał do domu worek kartofli zabrać. „Masz tu kartofle bo mięsa do domu to Ty nie przyniesiesz” usłyszał kolega co średnio zaszczytne 25 miejsce zajął.
Coroczne, obowiązkowe przystrzeliwanie broni odbyło się nie dość, że w przyjaznej atmosferze, smacznej kiełbasek i ciasta oprawie, z uśmiechami na twarzach to jeszcze z nagród mocą a przy okazji każdy lżejszy się stał o balast emocji, które na strzelnicy zostawił a w zamian bogatszy o kolejne strzeleckie doświadczenia.
Specjalne podziękowania dla:
Sędziów i kuchni
Rogacz – kol. Marek Napiorkowski K.Ł. „Ryś” Żary
Dzik – kol. Rafał Wójcik K.Ł. „Ostęp” Zielona Gora
Trap i MOP – kol. Kamil Reszczyński K. Ł. „BÓR” Zielona Góra
Grill – Piotr stażysta jakich nam trzeba Szumlewicz
oraz ich asystentek rzecz jasna
Rogacz -Iza Napiórkowska
Dzik – Iwona Rzeszczyńska
Trap i MOP – Magdalena Wawrzyńska
Gril – Ewelina Szumlewicz
dla pań cukierniczek,
Blacha ciasta 1. – Iwona Reszczyńska,
Blacha ciasta 2, – Agnieszka Pupko,
Blacha ciasta 3, – Magdalena Wawrzyńska,
Blacha ciasta 4, – Katarzyna Michalak.
Szczególne „Very Specjal Thanks” dla inicjatora imprezy, organizatora, prowadzącego, sędziego, instruktora i wielkiego pasjonata łowiectwa i strzelectwa, fajnego i zawsze pomocnego kolegi Kamila Reszczyńskiego za którego sprawą taką właśnie formę przystrzeliwanie broni przybrało. Darz Bór!
Z przyjemnością informujemy, że w związku z rozpoczynającym się zasiewem kukurydzy na naszych obwodach łowieckich, został opracowany szczegółowy harmonogram dyżurów. Celem organizacji dyżurów jest skuteczne zabezpieczenie pól przed niechcianymi szkodami, szczególnie wśród populacji dzików, a tym samym ochrona interesów zarówno lokalnych społeczności, jak i naszego Koła.
Najważniejsze informacje:
Terminy i osoba odpowiedzialna: Harmonogram z dokładnym przydziałem terminów i nazwisk osób pełniących dyżury znajdą koledzy w załączniku poniżej.
Instrukcje dotyczące dyżurów:
znajduje się w poszczególnych plikach
Odpowiedzialność:
Każdy z nas odpowiada za rzetelne wykonywanie obowiązków podczas swojego dyżuru.
Wszelkie działania prowadzimy zgodnie z zasadami prawa łowieckiego oraz dobrymi praktykami ochrony środowiska.
Pamiętajmy, że nasze wspólne zaangażowanie wpływa na bezpieczeństwo pól uprawnych i ograniczenie możliwych strat.
Znaczenie dla społeczności:
Dbanie o uprawy nie tylko pomaga chronić interesy rolników, ale również wzmacnia dobre relacje Koła Łowieckiego „Bór” ze społecznością.
Przeciwdziałanie szkodom wyrządzanym przez dziki czy inne zwierzęta jest niezwykle istotne dla zachowania równowagi w ekosystemie i zrównoważonej gospodarki łowieckiej.
Zachęcamy wszystkich do wnikliwego zapoznania się z zamieszczonymi niżej dokumentami oraz do terminowego i sumiennego pełnienia wyznaczonych dyżurów. Dzięki naszej wspólnej pracy przyczyniamy się do ograniczenia szkód w uprawach i wypełniamy ważną misję na rzecz rolników oraz lokalnej społeczności.