Choć w wielu regionach kraju pogoda płatała wczoraj figle, w naszym łowisku w Chocimku dopisała idealna aura. O godzinie 16:00 pod naszym Domkiem zebrało się 15 myśliwych, w tym trzech zaproszonych gości, aby wspólnie wziąć udział w polowaniu indywidualnym na drapieżniki „Złota Kita” oraz drobną zwierzynę z kalendarza (jako że plan pozyskania rogaczy na rok łowiecki 2026/2027 mamy już w pełni zrealizowany).
Zbiórkę poprowadził kol. Krzysztof Pupko, który serdecznie powitał zebranych i sprawnie przeprowadził losowanie stanowisk. Tradycyjnie, przed wyruszeniem w łowisko, zasiedliśmy do wspólnego podwieczorku. Była to doskonała okazja do wymiany doświadczeń – koledzy doskonale znający teren chętnie dzielili się cennymi wskazówkami dotyczącymi wylosowanych ambon i zasiadek. Po odprawie prowadzący zarządził powrót na uroczysty pokot na godzinę 21:30.
Święty Hubert darzył i ostatecznie na pokocie znalazły się dwa lisy oraz jeden gołąb grzywacz. Zaszczytny tytuł Króla Polowania zdobył kol. Mariusz Mikołajczak, który pozyskał większego lisa. W uznaniu za ten sukces otrzymał pamiątkowy upominek od naszego gościa, kol. Janka Olszewskiego. Tytuł Wicekróla przypadł w udziale kol. Grzegorzowi Dalekiemu za pozyskanie drugiego lisa, natomiast grzywacza strzelił prowadzący polowanie, kol. Krzysztof Pupko.
Oprawa muzyczna pokotu miała tym razem dla mnie szczególny wymiar – po raz pierwszy na polowaniu odegrałem sygnał „Pióro”. Choć z emocji lekko drżały mi ręce, to obecność i wsparcie tak doświadczonego sygnalisty jak kol. Marcin sprawiły, że poczułem się na tyle pewnie, iż w jego towarzystwie nie miałbym wątpliwości, żeby zagrać nawet mszę hubertowską!
Po oficjalnej części i odegraniu sygnałów, kol. Krzysztof podziękował wszystkim za wspólne, bezpieczne łowy i zaprosił na wyśmienity gulasz z kaszą oraz ogórkami małosolnymi. Z tego miejsca Zarząd Koła pragnie jeszcze raz złożyć serdeczne podziękowania dla żony Krzysztofa, Agi, za przygotowanie tego wspaniałego posiłku.
To było naprawdę dobre spotkanie, pełne koleżeńskiej atmosfery, za które wszystkim uczestnikom dziękujemy.
Poniżej zamieszczamy pamiątkowe zdjęcia wykonane przez kolegów podczas wczorajszego wyjścia.
8 sierpnia w sobotę w naszym obwodzie 138 odbyło się coroczne polowanie na ” złotego rogacza” Przy normalnej temperaturze polskiego lata polowało 25 myśliwych w tym 5-cioro gości. Czekając na sygnał „zbiórka” zaczęliśmy od podwieczorku przy ognisku.
Podłowczy Józek Magier przygotował do losowania stanowiska z mapkami.
Mieliśmy czas by wymienić się informacjami, gdzie, kto, jakie stanowisko wylosował, by ewentualnie pomoc w lokalizacji i ewentualnym podwiezieniu.
Ruszyliśmy w łowisko, a podłowczy ustalił, że na pokot zjeżdżamy ok 21.30. Na pokocie 5 rogaczy i dwa lisy.
Królem który pozyskał statuetkę „złotego rogacza” został kol. Edward Ślipko, który pozyskał 2 rogacze. Złotą kitę pozyskał kol. Daniel Reszczynski, bo chociaż lisa pozyskał także kol. Bartek Wojciuszkiewicz, to kol. Daniel na rozkładzie miał jeszcze rogacza. Po jednnym rogaczu pozyskali koledzy Wojtek Wójcik i Adam Majchrzak.
Po odegraniu sygnałów na porzegnanie zawierzymy z łowiskiem podłowczy Józek który został pudlarzem polowania, zaprosił wszystkich na zupę gulaszową przygotowaną przez kol. Piotra Szumlewicza. Zarząd przeznaczył jednego z kozłów na użytek koła i to jak kol. Piotr go przygotował, to przysłowiowe ” niebo w gębie” Mamo kto nie poszedł po dokładkę.
Kilku kolegów wyszło jeszcze na polowanie na dzika a rozmowy trwały do godz. 2. Zarząd dziękuje za wspólne polowanie w dobrej atmosferze Darz Bór i do zobaczenia 22.08. w Chocimku na polowaniu na „drapieżniki” nazwa robocza na dziki też 😉
Dzień Dziecka zapowiadał plakat przygotowany przez Bartka Wojciuszkiewicza.
Wiosna w pełni, nie wiedzieliśmy jaka w piątkowe popołudnie będzie pogoda, a trawa przy naszym Domu wysoka, na zabawy za wysoka. Koledzy Krzysztof Pupko i Krzysztof Kowalski zrobili ostre cięcie trawy i plac był gotowy na przyjazd naszych młodych przyjaciół. Kiedy dojechaliśmy do Lubska nastąpiło oberwanie chmury, a po przyjeździe do Chocimka okazało się że św. Hubert zatrzymał ulewę i mogliśmy w pięknym słońcu rozpocząć imprezę. To była już piąta edycja naszych corocznych spotkań. Po uroczystym powitaniu przy figurze św. Huberta zasadziliśmy dwa pamiątkowe drzewa bukowe, które przygotował z odpowiednim podłożem kol. Marcin Choiński, aby upamiętnić nasz mały jubileusz. Nie zabrakło pamiątkowego wspólnego zdjęcia
Nie mógł być z nami Łowczy koła kol. Krzysztof Bystrzycki ale zasponsorował dzieciakom cały catering, a kol. Piotr Szumlewicz dostarczył go na Domek.
Animatorki Ewelina i Asia rozpoczęły zabawy, do których włączyły się także dzieci myśliwych integrując się, a nawet przejmując inicjatywę.
W bezpiecznym miejscu na naszej działce kol. Marcin Choiński przygotował konkurs strzelecki, który każdego roku cieszy się popularnością. W jego przeprowadzeniu pomagał kol. Krzysztof Pupko.
Nową atrakcję w tym roku przygotował kol. Eligiusz Woźniakowski. Zorganizował dzieciakom strzelanie z pistoletu do celu. Okazało się że ładnie to wygląda na filmach a na żywo trafić trudniej.
Nowością było także strzelanie do tarczy z łuku. Przygotował konkurencję kol. Bartek Wojciuszkiewicz. Okazało się że to jest jeszcze trudniejsze niż strzelanie z broni pneumatycznej.
W tym roku kol. Maciej Michalak przyjechał samochodem retro i to w dodatku kabrioletem. Takiej przejażdzki nie mógł nikt odpuścić nawet Panie wychowawczynie. Zarząd nie chce wiedzieć ile paliwa Maciej wypalił😄
Dla młodzieży Dzień Dziecka bez ryku motorów to nie byłoby dobre popołudnie. O tą atrakcję zadbał kol. Kacper Subsar. Z Kacprem przyjechali koledzy – Łukasz Hajkowicz, Rafał Kruger, Marcin Furgał i Piotr Stawera. Chłopaki przystojne i jeszcze w skórach to dziewczyny nie chciały z motorów zsiadać.
Nad całością gastronomi czuwała żona Dionizego Brygida i żona Bartka Marta.
Grilem cały czas zajmował się kol. Józek Magier. Nie spalił ani jednej sztuki.
Popkornem zajął się kol. Krzysztof Kowalski. Był gotowy na większy popyt ale ilość atrakcji chyba dzieciakom ograniczyła ich możliwości.
Paśnik ze słodyczami i super pomysł z lizawką to pomysł, sponsoring i wykonanie kol. Marcina Choińskiego
Przyszedł czas na puchary i medale. Te nagrody dla najlepszych ufundował kol. Dionizy Stępniewski, a upominki dla wszystkich dzieci z naszego Uniwersytetu Zielonogórskiego to zasługa żony Kacpra Kasi Subsar.
Poza konkurencją była córką Krzysia Pupko 27/30. Zarząd nie traci nadziei że to nowa Renata Maüer👏. Od naszych dzieciaków otrzymaliśmy w prezencie trzy tace pysznych rogalików. Po kilku minutach już ich nie było 😯🫣 Czas szybko minął i ok 21 bezpiecznie dowieźliśmy dzieci i młodzież do Lubska.
Zarząd jeszcze raz składa serdeczne podziękowania wszystkim myśliwym ich żonom i dzieciom oraz wszystkim uczestnikom z poza naszego koła, za włączenie się w zorganizowanie opisanej wyżej imprezy i radość jaką mogliśmy sprawić nie tylko dzieciakom ale i sobie. Darz Bór ☀️ 🙌 ☀️
Meteorolodzy dwoili się i troili, strasząc nas burzami i ulewami, ale pogoda wiedziała swoje – przez całe zawody uśmiechało się do nas piękne słońce! W tegorocznym przystrzeliwaniu broni i walce o Puchar Prezesa naszego Koła wzięło udział aż 29 zawodników. A pomyśleć, że mogłoby być nas jeszcze więcej! Część kolegów dotrzymywała towarzystwa myśliwym dewizowym na „Domku”, inni ambitnie zakuwali na kursie dla selekcjonerów, a resztę pochłonął gorący sezon komunijny (serdeczne pozdrowienia dla kol. Eligiusza, który też świętował z rodziną!).
Strzelnica i całe zaplecze lśniły i były przygotowane na szóstkę z plusem – tu należą się ogromne brawa i ukłony dla Marka Napiórkowskiego i jego Żony! Z kolei nad tym, żeby wszyscy grali fair play, czuwało nasze sędziowskie trio o sokolim wzroku: kol. Adam Zagierski, kol. Krzysztof Nowak i kol. Ryszard Jakuszyk.
🏆 Kto rozbił bank, czyli wyniki!
Rywalizacja była zacięta, ale ostatecznie na podium stanęli:
🥇 I miejsce i główny Puchar Prezesa Koła: kol. Krzysztof Pupko z potężnym wynikiem 284 pkt! Jakby tego było mało, Krzysiek zgarnął też puchary za najlepszą kulę (129 pkt) oraz najlepszy śrut (155 pkt). Zostawiłeś w ogóle jakieś rzutki dla reszty? 😉
🥈 II miejsce: kol. Kacper Subsar z pięknym wynikiem 219 pkt.
🥉 III miejsce: kol. Grzegorz Daleki, depczący mu po piętach z sumą 216 pkt.
Mamy też trofeum specjalne! Puchar za „szczególne miejsce”, do którego cała nasza Brać czuje wyjątkowy, dobrze nam znany sentyment, powędrował prosto w ręce kol. Jacka Turowskiego. Gratulacje!
Na osiach strzeleckich swoje oko i pewną rękę trenowały również przyszłe Diany i młodzi myśliwi. Patrząc na ich zapał, o przyszłość polskiego łowiectwa możemy być całkowicie spokojni!
👏 Wielkie podziękowania
Zarząd Koła kłania się nisko wszystkim zaangażowanym w organizację tej świetnej imprezy. Szczególne piątki przybijamy:
kol. Dionizemu Stepniewskiemu – z kalkulatorem w ręku tak szybko i skrupulatnie liczył nasze punkty, że procesory w komputerach mogłyby brać z niego przykład!
kol. Jackowi Turowskiemu, Piotrowi Szumlewiczowi oraz Dianie Justynie – za to, że nikt z nas nie wyjechał ze strzelnicy z pustym brzuchem. Justyna – jesteś naszą bohaterką! Ogarnąć kulinarną strefę zawodów mając na głowie organizację jutrzejszej komunii to wyczyn na miarę złotego medalu.
Wszystkim uczestnikom dziękujemy za bezpieczne strzelanie, uśmiechy od ucha do ucha i wspaniałą atmosferę. Do zobaczenia za rok!
W naszych obwodach łowieckich rozpoczyna się właśnie czas zasiewów. Aby uchronić uprawy przed dzikami i zminimalizować szkody łowieckie, zaplanowaliśmy harmonogram dyżurów polegających na pilnowaniu pól. Poniżej załączamy szczegółowy grafik obecności. Apelujemy o rzetelne i odpowiedzialne podejście do tego zadania. To od naszego wspólnego zaangażowania w terenie zależy, ile strat w uprawach uda nam się uniknąć. Pamiętajmy, że wszystko jest w naszych rękach.
Mikołajki dla Dzieci z Domu Dziecka w Lubsku jak zwykle odbyły się w naszym Domku w Chocimku. Był to dzień „Mikołajów wielu”, gdyż Mikołajów Ci u nas dostatek a co jeden się w pomysłach, kreatywności i hojności prześciga.
Impreza zaczęła się od transportu dzieci z Lubska…. Nie, nie, nie, zaraz, zaraz!
Impreza zaczęła się od przygotowania i dekorowania sali w naszym domku, którym jak zwykle i tradycyjnie zajęła się Brygida z koleżanką Urszulą oraz mężem Dionizym. Dostawą drzewka zwanym choinką zajął się najbardziej zorientowany w drzewkach, lasach i ich urządzaniu, najbardziej właściwy nie tylko ze zbieżności nazwiska, kol Marcin Choiński.
„Brygada Brygidy” pod przewodnictwem oczywiście Brygidy, która tego dnia w świąteczne sweterki nas myśliwych ubrała i z nazwiska już jej przypominać nie trzeba, w etatowym składzie super wolontariuszek czyli Agnieszki Rzepskiej, Małgorzaty Dudek do których tym razem dołączyła koleżanka Agnieszki, Justynka Misztal (Justynka bo prywatnie się dłużej znamy 🙂 a świat mały jest).
O 16:30 transport dzieci z Lubska do domku i to była najspokojniejsza tego dnia jazda, bo potem zaczęła się prawdziwa jazda emocjonalna, artystyczna i taneczna! Na początek podziękowania i kosz pełen ręcznie wykonanych przez dzieci sojowych świeczek, rogalików wraz z laurką, przekazany z rąk Pani Edyty Urbaniak, która jako prezes Stowarzyszenia „Wspólne dobro” przekazała podziękowania w imieniu wszystkich członków stowarzyszenia, czyli całej kadry oraz w imieniu dzieci.
Harmonogram skrupulatnie ułożony, zapisany i kategorycznie respektowany przez nie znoszącą tego dnia wyłamania jakim wykazał się pomysłodawca wypełnienia drobnej luki w czasie proponując dzieciom rysunki i kolorowanki. Jak szybko je rozdał, tak szybko ze stołów je zbierać musiał a sprzeciwu zgłaszać nawet nie myślał.
Na stół trafiły skarpety, ryż i nożyce oraz inne gadżety by z mieszanki przedmiotów, kreatywności i chęci wełniane skrzaty powstały. Zabawy przy tym jak i pomysłów na odbiegające od wolontariuszek instrukcji jak zwykle u dzieci było wiele. Wiele też było dumy z popełnionego dzieła a także ofiarności której z dziecięcych rączek Miji doświadczyłem. „Proszę, to dla Pana.”
Krótka przerwa dla kuchni, której tego dnia szefem był multi-funkcjonalny odtwórca dwóch ról Mikołaj kol. Robert Kosicki, który przy nieocenionej pomocy swej żony Bernadetki (tym razem na zdrobnienie sobie pozwalam gdyż tylko w ten sposób się Robert o Bernadetce wyraża) przygotował grzanki i przy naszej pomocy czyli tych wszystkich, którzy na spotkanie z dziećmi przybyli czyli Elfa dnia tego kol. Dionizego, kol. Piotra Szumlewicza, kol. Krzysztofa Kowalskiego, kol. Bartka sekretarza Wojciuszkiewicza i żony jego Marty, i po sygnale „Na posiłek” zagranym przez koordynatora przedsięwzięcia, łowcę wielkiego, kolegę Marcina Choińskiego do stołu podał.
Wszyscy ze smakiem brzuszki napełniliśmy by w trakcie następnego punktu napiętego programu nie ulec pokusie pierniczka pożarcia.
Stoły zamieniają się w blaty kuchenne a na nie trafiają pierniki, kolorowe lukry, „kontrolę przejmuje”, tyle co mu „Brygada Brygidy” pozwoli, kol. Miłosz z nazwiska Krawiec lecz z aparycji i pełnionej funkcji jak nic cukiernik. Wypieki wcześniej przygotowane lecz na miejscu ręcznie przez młodych artystów we wzory nie tylko świąteczne dekorowane bo na piernikach manifest sympatii.
„Legia Warszawa” – rozumiem. Ale czy „Wiki” to autorka piernika czy imię co w sercu artysty brzmi? A „Zalewski 59”? No chyba go tam nie było.
I nagle kierownictwo nad show przejmują roztańczone, umiejące skutecznie i niesamowicie porwać dzieci do super zabawy o charakterze kardio-tanecznej i intelektualno-logopedycznej dwie młode dziewczyny, Ewelina i Joanna, tworzące grupę „Elfica Wichura”. Tańce, zabawy, hulanki, swawole, koordynacja ruchowa, rzuty piłkami do zbyt dużych portek i wyzwania werbalne. Bo rzeczywiście jak powiedziała elfica Joanna przy zaproszeniu do kolejnej atrakcji „..zapraszam wszystkich do kręgu! Ale uprzedzam nie będzie łatwo!” czy jakoś tak powiedziała. Zresztą jak można zapamiętać co powiedziała jak mówiła jakimiś lapońskimi chyba słowami, których nie da się zapamiętać za pierwszym razem, a przy tym trzeba wykonywać rękoma określone gesty? No chyba, że jesteś dzieckiem z mózgiem chłonnym jak gąbka albo w trakcie zabawy okazuje się, że to nie tylko świetna zabawa dla dzieci a koordynacja werbalna i ruchowa sprawia Ci wyzwanie. Świetna zabawa udzieliła się nawet niektórym dorosłym :).
Chciałoby się znowu zaśpiewać ale żeby zrozumieć to trzeba było być.
Niestety elfice miały tego dnia, także napięty harmonogram i musiały lecieć. I już miały nas opuścić a tu nagle..
– Puk, puk.
– Kto tam?
– Mikołaj.
Jest! Upragniony punkt programu czyli Mikołaj i prezenty!
Mikołaj jak Mikołaj młody nie jest. Broda siwa, idzie o laskę podparty dobrze, że drzwi otworzyła elfica i pomogła mu wejść. Elf Dionizy szybko pospieszył z krzesełkiem, Mikołaj kol. Robert, odtwórca dwóch ról i nie wiadomo, która rola mu bardziej mistrzowsko wychodzi, czy jest lepszym mistrzem kuchni czy Mikołajem bo w rolę wcielił się po mistrzowsku, spoczął i za sprawą i w asyście Mikołajów dnia tego wielu oraz tajemniczej i intrygującej śnieżynki Pauliny co z czystej ciekawości i serca dobrości po Watsapowym wpisie na grupie firmowej kol. Bartka, prezenty dzieciom podarował.
Lecz nie za darmo darował. Trzeba było wiersz wyrecytować, skomplikowane zadanie matematyczne z głowy a bez telefonu rozstrzygnąć, lub sprawnością fizyczna wykazać się ponadprzeciętną.
Mikołaj kol. Krzysztof „Bystry” Bystrzycki jako sponsor prezentów dla dzieci, Mikołaj anonim jako sponsor prezentów dla opiekunów dzieci. Mikołaje Brygida i Dionizy Stępniewscy, którzy podarowali zestawy kartek świątecznych do pokolorowania i z trójwymiarowymi aniołkami do złożenia. Świetny prezent i inspiracja dla dzieci do wysłania świątecznych życzeń. A do tego kubek szefa.
Moc emocji nie mija ot tak. Punktem kulminacyjnym programu był tradycyjnie film jak zwykle o tematyce świątecznej. Sala biesiadna z tanecznej zamieniła się na filmową. Drugi i trzeci rząd to ławki, w pierwszym rzędzie materace do tego wszystkiego paluszki, chipsy popcorn i napoje. 115 minut „Kroniki świątecznej 2” jak zwykle wyświetlonej przez multimedialnego kol. Bratka skutecznie wprowadziło dzieci w błogie nastroje.
00:00. Siusiu, paciorek i spać bo o 7:00 trzeba wstać.
Rano szybciutka herbatka, śniadanie i powrót jak zawsze z ustaloną już dnia wcześniejszego ekipą w nastroju kawałka nie cicho zapodanego czarnego rapu. W drodze powrotnej to już ekipa nadaje ton.
Polowanie pt. „Zloty Rogacz, Złota Kita”, które odbyło się w piątek 8 sierpnia w Laskach zostało już zaliczone przez uczestników do udanych. Tak, dobrze czytasz. W piątek! Przecież większość pracuje i na 17 być nie każdemu pasuje. Ale jednak 30 strzelb a w tym sześcioro gości na zbiórce punktualnie i z uśmiechem się stawiło. Polowanie przygotował i prowadził młody stażem lecz zaangażowany i w temacie zorientowany myśliwy Józef Magier przy nieznacznej asyście młodego (stażem :)) podłowczego. Stanowiska objeżdżone i na mapki naniesione w losowaniu przydzielone. No cóż. Losowanie to losowanie. Nie każdemu po drodze na stanowisko było a przecież myśliwi na Markówke w grupach jednym autem przyjechali. Ad hoc utworzona logistyka nie zawiodła. Każdy krętą lub bardziej krętą drogą na stanowisko dotarł i tam zgodnie z postawionym na zbiórce założeniem do 21:00 przynajmniej, czaił się, wabił, lustrował, jednym słowem polował by trofeum swym pokot uświetnić.
Na pokocie kozły dwa i lisy dwa. Złotego Rogacza strzelił nasz kol. prawie z gór Jacek Witczak, Złota Kita tym razem dla naszego leśniczego sygnalisty niezawodnego kol. Marcina do rymu Choińskiego. Oprócz tego pokot wzbogacony został przez kol. Tomka Chojnackiego, co także rogacza, lecz według komisji mniej ciekawego pozyskał i prowadzącego kol. Józka tego dnia lisiarza. Lecz pokot nie tylko zwierzyną uświetniony został. Trzech dzielnych i zdolnych sygnalistów sygnały zagrało. Prowadzący dziękują gościnnie polującemu kol. Ryszardowi Królowi z koła „Raróg” Zielona Góra, i naszym „Borowym” leśnikom kol. Marcinowi i kol. Piotrowi laskowemu lokalsowi Nalewajczykowi.
Zbiórka, rozwózka, zasiadka, pokot i w końcu wyczekiwana biesiadka, a stoły zastawia „Zosia Samosia”. Konwencja biesiady w tym roku od normy odbiec w założeniu miała, by z gotująco-polujących tylko polujących zrobić. I właśnie dlatego świeży podłowczy sugestie na watsappa wrzucił. Niech każdy odrobinę od siebie przyniesie a integracje przy pieczonej kiełbasce z rusztu zrobimy. Na początku poklasku ów pomysł nie miał, lecz z czasem się przyjmował by w końcu ogromem i różnorodnością stoły zapełnić. Był pyszny chleb własnego chowu i nie mniej udane bułki z piekarni i przepisu Tomka piekarza, naszego łowiska gospodarza. Chleba i wędlin od Krzycha „Bystrzycha” Bystrzyckiego i smalcu, ogórków co nie miara.
Dwóch Piotrów przyniosło sałatki a inni inne dodatki. Było tez dwóch takich co jednak konwencje Zosi Samosi zbojkotować postanowili i gar flaków dla wszystkich upichcili. To kucharze wielcy – Wojtek „Czerwiec” i Tomek „Wrzesień” z Leśniowa niemniej Wielkiego. Nie powiem, flaczki pyszne, udane a niektórzy mówią, że udane, także było polowanie. Złoty Rogacz 2025 już za nami a wspomnienie polowania niech statuetki utrwalają. Bo co to za myśliwy co Króla Pudlarzy nie wystrzelał. Prawda kolego Heniu ;)?