Przełom lipca i sierpnia zawsze był dla mnie powodem do tęsknoty za tym cudownym, przeszczęśliwymi i jak nigdy w roku beztroskim czasem wakacji, który już minął. Jednak z drugiej strony był powodem do nadziei i radości z kolejnego miesiąca laby, który właśnie się zaczynał. Bo przecież „ważne są tylko te chwile których jeszcze nie znamy”. I tu nagle zaproszenie na piknik. Extra! Lubię pikniki, lubię te dzieciaki! Rozpoczęcie pikniku w Powiatowym Domu Dziecka w Lubsku zaplanowane zostało na godzinę 14:00. Już z daleka po udekorowanej bramie było widać, że będzie imprezowo. A na bramie miłe przywitanie. Tu z pustymi rękami nie wszedł ani świeżo wybrany Przewodniczący Rady Powiatu ani Nadleśniczy Nadleśnictwa Lubsko, a nawet delegat 4 Regionalnej Bazy Logistycznej Składu Nowogród Bobrzański nie prześliznął się niezauważony.
Wszyscy obdarowani torbami nafaszerowanymi upominkami spotkaliśmy się przy jednym stole. Jedni się już znali inni poznawali. Nowe znajomości zawiera się łatwiej kiedy mówi się tym samym językiem. W tym gronie wszystkich łączą cechy wspólne. Wrażliwość, dobro, chęć pomagania i dzielenia się. Dzięki nim mieliśmy okazję poznać prywatnych lokalnych dobroczyńców takich jak p. Monikę Maludy, Panią Magdę Drosik, właścicieli firmy M.P. Lipiec Ogrodnictwo Żary, przedstawicieli fundacji Kefas, firmy Sportano, firmy Uesa Lubsko, a w gronie ludzi (nie)zwykłych my, myśliwi z Koła Łowieckiego „Bór” Zielona Góra w osobach kol. Dionizego Stępniewskiego, kol. Marcina Choińskiego, który nie dość, że kolegą, myśliwym i przyrodnikiem wielkim jest to za każdym razem, także koordynatorem do spraw kontaktu z domem Dziecka, kolega Krzysiek Pupko i ja.
Bardzo miłe powitanie z ust Pani Dyrektor, podziękowanie za wsparcie nie tylko finansowe z ust Pani Prezes fundacji „Wspólne dobro”. Rozpuszczające serce jak ogień lód recytowane przez stremowane lecz odważne zarazem dobrze zapowiadające się recytatorki wiersze i silna deklaracja Pana Szafrańskeigo, wcześniej wspomnianego przewodniczącego, o wzmocnieniu pomocy i zaangażowania z jego strony. O silnej przemowie kol. Dionizego ze skromności wyrażonej w kolegi imieniu nie wspomnę.
„Częstujcie się Państwo!” Pora była obiadowa, więc grill i kociołek jak najbardziej na miejscu. Kuchmistrzem Pan kierowca a zastępcą jego, Pan psycholog. Nie tylko o kuchni była rozmowa. 15 lat w służbie dzieciom przynosi refleksje i spostrzeżenia.
Potem Słodkie. Podobno piekły dzieci. Po smaku wnioskuje, że nie te najmłodsze. Człowiek im młodszy tym bardziej dziecko. A im bardziej dziecko tym bardziej prawdziwy. Widać było jak chcą i łakną, kontaktu, rozmowy, okazania zainteresowania. „Pokaże Wam co potrafię na trampolinie.” I jak jeden zaczął tak trzech skończyło. Zabawa była przednia bo każdy z nas ma w sobie dziecko i trzeba tylko małego bodźca, szturchnięcia, poddania się emocją i zapomnienia, że jest się dorosłym i tak bardzo poważnym. Tu leżą kredki i mazaki a tu torba. Każdy może zrobić sobie torbę. – No to ja chcę! Myślałem, że dadzą mi igłę nitkę, kawał szmaty i będę szył :). Albo szablon i coś se odrysuje. Nie ma „letko”. – Niech Pan narysuje Bobera.
-A co to jest ten Bober? – No my! Jesteśmy Gang Boberów! – A macie logo? – Nieee… – To zrobimy torbę z logo Gangu Bobera. Obudziły się młodzieńcze pasje i talenty. Trochę się kiedyś kredek stemperowało. Nie mówię, że sam od początku zaprojektowałem i wykonałem i że nie potrzebowałem pomocy od mistrza Grzegorza, ponadprzecietnie uzdolnionego wychowanka PDD w Lubsku (naprawdę jest dobry) ale gdyby nie moja koncepcja to projekt nie był by tak doskonały :). Lecz gdyby nie dzieci nie odkrył bym w sobie dziecka.
Dziękujemy Wam dziewczyny i chłopaki a Wy podziękujcie wychowawcą i panu kierowcy, pani i panu psychologom, pani dyrektor, pani prezes i pani koordynator też, za pomoc w zorganizowaniu tak fajnego spotkania. Do następnego! Elo!
Nie codziennie jest Dzień Dziecka chociaż dzieci z Domu Dziecka w Lubsku w tym roku miały przynajmniej dwa. 1 czerwca chyba każdemu z nas miło się kojarzy a myśliwi z koła Bór w Zielonej Górze oraz nasi przyjaciele zadbali aby także 14 czerwca zapisał się w pamięci i był powodem do uśmiechu na twarzach „naszych’ dzieci. Scenariusz z założenia nie różnił się jakoś specjalnie od poprzednich. Zbiórka o umówionej porze na ul. Dąbrowskiego, dzieci już rozemocjonowane, witamy się jak starzy znajomi, uśmiech, ze starszymi „zbijamy pionę” z młodszymi przytulas, miejsca w aucie już dawno przyporządkowane, bo ekipa prawie zawsze ta sama a rezerwacja miejsc nastąpiła przecież już w drodze powrotnej po ostatniej dzieci u nas wizyty. Dbamy aby na wejściu było coś słodkiego więc i tym razem nie zabrakło. Dzieci, szczere, prawdziwe nie pozostają dłużne. Miło jest usłyszeć, że nie mogły się doczekać i że super, że jedziemy i że znowu będą mogli postrzelać. Na domku przywitanie i Prezesa mowa i tu czas się na chwilę jakby zatrzymał. Prezes inaczej chyba nie potrafi. Na szczęście dzieci w pięknym i szybkim stylu uwinęły się z podziękowaniami złożonymi na ręce naszego krasomówcy dla Wszystkich, którzy angażują się w organizacje dotychczasowych pełnych radości i serca i zabawy spotkań oraz tego pikniku. Tak to był prawdziwy piknik.
Młody myśliwy a od tygodnia młody Pan Młody, bo jakby mogło być inaczej, świeżo upieczony mąż wygospodarował czas aby na stole znalazło się wyborne ciasto i ręcznie robione pięknie przyozdobione ciasteczka. Serdecznie kol. Miłoszowi Krawcowi za to w imieniu dzieci, z tego miejsca dziękujemy tym bardziej, że jak dorośli wiedzą zawód mąż to etat na całą dobę, dzień i noc.
Nieco starszy stażem myśliwy i także mąż, stanął na wysokości zadania i tak stał i stał i kręcił dla wszystkich cukrową watę. I tak kręcił i kręcił, aż w pewnym momencie nie było wiadomo gdzie kończy się wata a zaczyna kol. Krzysiek Pupko.
„Kuuukurydza gotowana!” Choć to nie plaża a do morza daleko słowa te wyśpiewywać mógł kol. Jacek Turowski, który w towarzystwie siostry Agnieszki „etatowej” i stałej działaczki w tego typu akcjach, ogarnął stoisko z kukurydzą, frytkami, goframi z owocami, z bitą śmietana, z czekoladą, z czym chcesz i jak chcesz. (Acha. A przy okazji czekolady. Było, także czekoladowe fondue. Że wiesz, że czekolada podgrzana się leja a Ty tam owoce podkładasz maczasz i zjadasz. Zajefajne. Kol. Jacek Witczak przywiózł). I za darmo wszystko!
„Jadą czterej jeźdźcy, jadą Jadą czterej jeźdźcy” Gastrofazę mamy już za sobą, pora aby wjechały motory. Tradycyjnie przejażdżki motocyklowe pozostaną chyba stałym punktem programu. Kol. Marcin Łuczak, kol. Maciej Michalak przyjechali na GieeSach. Kultowe motocykle nie mniej jak powyżej cytowany kawałek Kultu czy Harley-Davidson model Slim, którego widać, że przed przyjazdem kol. Kazimierz Smyrak polerował, oraz „szlifierka” Honda CBR na której dojechać drogą, równością nie przypominającą płaszczyzny toru wyścigowego przyjechał nasz kolega, może kiedyś, także po strzelbie, Paweł MOTO Kornacki. (Co go podkusiło? Przecież w garażu stoi GS). Dzieci po 2 i po 3 i po 4 razy jeździły. Ale co tam takie przyziemne atrakcje. Zawsze pomocny z serdeczności znany Dawid Łobodziec (tak, ten od dachów) dźwigiem koszowym przyjechał aby to wszystko co wkoło się działo oraz otaczające nas piękno lasów, łąk upraw, jednym słowem piękno otaczającej nas przyrody można było z góry podziwiać. A do tego animatorka Brigida, przyjaciółka koła, a prywatnie przyjaciółka żona Dionizego, teraz to dopiero wymyśliła.
Najgorzej było z worka wyjść. Znasz ten kawał jak Jasiu uczył się pływać „Pływanie to nic. Najgorzej było z worka wyjść” I coś w tym stylu zafundowała nam Brigida. Konkurencja „Bieg sztafetowy parami w worko-spodniach” Myśliwi kontra dzieci. Jakie to były emocje! Zaczynamy w parze nie z byle kim bo odznaczonym następnego dnia przez Sejmik Województwa Lubuskiego podczas Okręgowego Zjazdu Delegatów medalem Za Zasługi Dla Rozwoju woj. Lubuskiego, kol. Dionizym, na miejscu zmiany czekają kol. prezes i kol. Kamil podłowczy. Na kolejnej zmianie kol. Jacek szef kuchni polowej i kol. Robert. Start! Od startu ogień, pełnym sprintem do miejsca gdzie czekali kolejni członkowie drużyny. Synchronizacja wzorowa, nikt się nie wyglebał, pierwszy dystans był nasz. Co tam PESEL! Ma się tą kondycję na 15 metrów. Ściągamy szelki, niepoplątało się, spodnie już na dole, tylko nogawki przez buty przełożyć i następni niech w portki wskakują… ale gdzie ta kurna gumka! Puls 220, adrenalina plus 200 %, ręce się trzęsą, gumka ciasna…. Jasny gwint!
Tu nie chodziło o bieg na czas tylko o naukę opanowania. Teraz wiem co czują biatloniści na osi strzeleckiej. No przegraliśmy i to nie było z grzeczności. No to teraz przeciąganie liny. Hmm, teraz wam pokażemy. Chucherka kontra słusznej wagi i postury myśliwi. Nie takie dziki się przez rowy i pola ciągało. I tym razem założenie było błędne. Nie siła, nie opanowanie a koncentracja i szybka reakcja od pierwszych chwil po sygnale do ataku decydowały o zwycięstwie. „I choćby przyszło tysiąc atletów i choćby zjedli tysiąc kotletów…” to pociągu siły, determinacji, woli zwycięstwa, zgrania, braterstwa, wzajemnej pomocy jakie tkwią w tej zgranej paczce co pod jednym dachem mieszka i uczy się trudów codzienności i dzieli się nimi, nie złamiesz. Będzie z tego chleb a my możemy być dumni, że mamy w to wkład.
A teraz odbezpiecz. Wróćmy na chwilę do osi strzeleckiej. Osie były dwie. Pierwsza instruktażowa druga konkurencyjna. Na pierwszej miałem zaszczyt zostać poproszony do pomocy wyborowemu strzelcowi prawdziwemu przyrodnikowi, kol. Marcinowi Choińskiemu, który nie tylko zorganizował osie, śrut, tarcze i karabiny (wiatrówki) ale także jest jak co roku koordynatorem do spraw kontaktu z Domem Dziecka. W tym przypadku po dwóch lekcjach jakie dostaliśmy od dzieci, mogliśmy je czegoś nauczyć. „Dołek strzelecki, kolba, baka, skład, rozstaw nogi, pełne światło, nie dotykaj okiem lunety. A teraz odbezpiecz, palec na spust powoli wypuszczaj powietrze i delikatnie muskaj spust. Strzał ma Cię zaskoczyć. I tak ze 30 razy. Warto było. Prawie wszyscy trafiali w blachę w kształcie kaczki nie większą niż małe jabłko. Na drugiej osi już poważna konkurencja, którą prowadził i sędziował Marcin. Konkurencja (oczywiście dzięki właściwemu instruktarzowi :)) była zacięta a najlepsze wyniki zostały ogłoszone i nagrodzone.
Ukulele i inne dziwne przedmioty Wszyscy albo jeżdżą, albo biegają, albo strzelają, jedzą piją z góry patrzą a na ławeczce przed domkiem siedzi nikomu nie znany i do nikogo niepodobny mężczyzna w słusznym wieku i melodyjnie pobrzdękując na takiej jakby gitarze, tylko, że trochę takiej kieszonkowo-plecakowej.
To pasjonat Ukulele, gry na niej oraz kolekcjoner przedmiotów z bakielitu, starych lamp i młynków do kawy. Przedmiotów już nikomu nie potrzebnych, którym daje drugie życie. Człowiek pozytywnie zakręcony, lat 69, zaproszony do udziału w pikniku przez kol. Macieja Michalaka. Przed domkiem robił nastrój a w domku zrobił wykład na temat historii ukulele, pokaz swoich umiejętności i świetną robotę, której plonu być może nie będzie okazji mu docenić ale jak sam powiedział „będę szczęśliwy, jeśli choćby jedno dziecko zarazi się moją pasją, którą będę mógł przekazać.” Na pozór atrakcja, która nie równa się z szaleństwem, które jeszcze przed chwilą trwało na zewnątrz ale nauka głęboka. Bo kto ma ma pasje tego się głupie pomysły nie trzymają a nic tak jak pasja nie skłania do zgłębiania wiedzy i samorozwoju. Taki Gość nas i dzieci zaszczycił.
Cztery godziny (nie licząc mowy prezesa :)) minęły błyskawicznie. Odwózka w pięknym stylu z „zimnym łokciem” i muzą na fula. Tupac feat Ice Cube potwierdził, że muzyka i potrzeba dawania łączy pokolenia.
Dziękujemy wszystkim Panią opiekunką z Domu Dziecka a szczególnie koordynatorce Pani Ani Kluczewskiej za to że były, że z uśmiechem na twarzy czas poświeciły, Agnieszce Pupko, że była i z uśmiechem jak zwykle pomagała, Jackowi Witczakowi za maszynę do waty cukrowej za fontannę i że był i pomagał, Robertowi Kosickiemu, że był, że pomagał i dzielił się swoją pogodą ducha, Bartkowi Wojciuszkiewiczowi za to, że był, że dał się namówić na udział w sztafecie, że pożyczył Dawidowi bluzę aby mu zimno na na górze nie było, Krzyśkowi Kowalskiemu i jego żonie też, że dołączyli się do zabawy ze swoimi pociechami, córce kol. Marcina i jej chłopakowi za wsparcie, uśmiech na twarzy.
A także tajemniczemu Gościowi, że przybył, pięknie grał i pasją się podzielił. Na razie wiemy, że jest emerytem, nie jest myśliwym, jest z Krosna Odrzańskiego ale tak jak my ma dobre serce, wrażliwość na piękno i ma pasję.
Dziękujemy wszystkim, którzy zostali i nie zostali wymienieni a przyczynili się do tego wspaniałego spotkania, na którym integrowali się myśliwi, dzieci, dzieci myśliwych przyjaciele koła oraz przygodni goście, którzy czerpiąc przyjemność dzielili się sobą i swoim czasem. Bo dzieciom nie zależy na super atrakcjach chociaż fajnie, że są. Dzieci potrzebują nas i naszej im poświęconej uwagi.
Przynajmniej raz na rok myśliwy musi sprawdzić czy jego broń strzela tam gdzie wskazuje krzyż. Przystrzeliwanie jest regulaminowym obowiązkiem każdego myśliwego. Obowiązek? Jaki Obowiązek! Wprost czysta przyjemność. 18 maja w piękny, wcale nie słoneczny dzień, lecz ani trochę deszczowy i do tego bezwietrzny, czyli w sumie ciepły (bo jak wiadomo najgorszy jest wiatr, bo jak jest wiatr to jest zimno :)) spotkaliśmy się w Popowicach na strzelnicy FOX u naszego kol. po strzelbie Marka.
Założenie z góry było takie, aby nie był to dzień tylko dla nas, ale także dla naszych bliskich. Wobec tego zjawiły się żony i dzieci, rodzina, przyjaciele i znajomi. Bawili się wszyscy. Oczywiście, że najważniejsze było sprawdzenie gdzie krzyż a gdzie kula, ale to to była dopiero przystawka.
Daniem głównym był konkurs strzelecki o Puchar Prezesa. Do konkurencji przystąpiło 16 myśliwych. Jednocześnie równoległa rywalizacja toczona była wśród dzieci, które pod okiem instruktorów poznawały obycie z bronią i przyjemność z trafiania do celu.
Jak przebiegły zawody? Przede wszystkim bezpiecznie, sprawnie i pysznie za co szczególnie dziękujemy kol. sędziemu Adamowi Zagierskiemu wieloletniemu przyjacielowi koła, naszemu kołowemu koledze, instruktorowi, sędziemu głównemu Eligiuszowi Woźniakowskiemu, gospodarzowi strzelnicy Markowi Napiórkowskiemu (instruktorowi i kierownikowi strzelania dziecięcego) oraz niesamowicie skrupulatnym, bezstronnym i niezawisłym w liczeniu i zapisywaniu punktów żonom myśliwych – Iwonie Reszczyńskiej i Kasi fanatyczki strzelby Łuczak.
Smaku całemu przedsięwzięciu dodali jak zwykle nasi niezawodni kucharze kol. Jacek, Grzesiu i znów, tym razem Demczak Jacek, którzy dziś ewidentnie w tajniki dobrej myśliwskiej kuchni wdrażali starzystów.
Czy kiełbasa trochę z dzika, trochę z jelenia, do tego oczywiście, także myśliwska kaszanka, mogły smakować inaczej? Było przepysznie?
Z obłoków niebiańskich smaków zejdźmy na ziemią i wróćmy do Pucharu Prezesa. Bezdyskusyjnym zwycięzcą został Mariusz Mikołajczak czujący oddech srebrnego medalisty Kamila Reszczyńskiego, który z kolej ledwo zwyciężył za deptającym mu po piętach królem sezonu 2022/2023 Krzysztofem Pupko. Bravo dla podium!
Lecz zwycięzców było wielu. Dziś zwyciężył każdy, bo każdy oddający choć jeden strzał, doświadczył obycia z bronią.
Dlatego właśnie Komisja ds. promocji postanowiła nagrodzić prawie wszystkich uczestników wśród, których rozlosowała nagrody „nazbierane” z zasobów własnych oraz od sponsorów, których emisariuszem był kol. Piotr Bogdanowicz. Czapka PULSAR, Czapka DELTA, brelok GECO, smycz IWA. To nie reklama. To podziękowanie. Bo mała rzecz a cieszy! Przystrzeliwanie rozpoczęło się o godz. 9:00 a zakończyło około 14:00. Pięć godzin świetnej zabawy i jedwabiście spożytkowanego czasu. Nie było Cię? Szkoda, że Cię nie było.
W miniony piątek tj. 12.04 nasze Koło Łowieckie Bór miał zaszczyt zorganizować niezwykłe wydarzenie – Dzień Lasu, który odbył się w Szkole Specjalnej w Zielonej Górze. To było prawdziwe święto nauki, przyjemności oraz szacunku dla przyrody.
Nasze Koło z wielkim zaangażowaniem przygotowało to wydarzenie, mając na uwadze nie tylko edukację, ale również radość i wspólne spędzanie czasu. Jednym z głównych punktów programu był konkursowy charakter, który pozwolił uczestnikom zdobyć cenne nagrody.
Ale nim wszyscy mogli delektować się smakiem pysznej grochówki i soczystej kukurydzy, każdy z uczestników musiał podjąć wyzwanie i zebrać pieczątki po wykonaniu zadań edukacyjnych na poszczególnych stacjach. Stacje te obejmowały różnorodne aktywności, takie jak rozwiązywanie puzzli związanych z lasem, rozpoznawanie tropów zwierząt, a nawet możliwość dotykania i poznawania zwierząt sensorycznie. To był nie tylko czas zabawy, ale także niezwykłej nauki i zrozumienia świata przyrody wokół nas.
Całe wydarzenie zostało profesjonalnie poprowadzone przez naszego kolegę i członka zarządu okręgowego, Dionizego Stępniewskiego, który z pasją dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem, wraz z Łowczym Pawłem Ławrynowiczem pomagali w aktywizacji dzieci, ale także przyczynili się do stworzenia niezapomnianej atmosfery tego wyjątkowego dnia. Oprawą kulinarną zajęli się natomiast Jacek Demczak, Dariusz Rzepski oraz Kacper Subsar, którzy przygotowali pyszne potrawy, ciesząc podniebienia wszystkich uczestników.
Dziękujemy serdecznie wszystkim uczestnikom, opiekunom oraz dyrekcji Szkoły Specjalnej za niezapomniane chwile, które z pewnością na długo pozostaną w naszej pamięci. To był wyjątkowy dzień, pełen nauki, radości i wzajemnej współpracy, który pokazał, jak ważne jest dbanie o nasze lasy oraz jak wiele możemy zyskać poprzez wspólne działanie i szacunek dla przyrody.
Zachęcamy wszystkich do śledzenia naszych kolejnych wydarzeń i dołączenia do naszej pasjonującej przygody z naturą!
Z ogromną radością informujemy, że rozpoczął się nowy sezon łowiecki! To czas, kiedy wyruszamy na polowania, kontynuujemy naszą pasję i dbamy o równowagę ekosystemu w naszych lasach.
W związku z tym, pragniemy przypomnieć o naszych obowiązkach i odpowiedzialnościach. Szczególnie teraz, podczas zasiewu kukurydzy, gdy nasze pola stają się miejscem żeru dla dzików, pilnujemy przed ich niepożądanym wtargnięciem. Dlatego też, przygotowaliśmy poniżej harmonogram dyżurów, abyśmy mogli skutecznie przeciwdziałać szkodom oraz zapewnić bezpieczeństwo naszych upraw.
Pamiętajmy, że każdy z nas ma istotną rolę do odegrania w ochronie naszych terenów łowieckich. Dbając o nasze lasy i zwierzynę, dbamy o przyszłość naszych pasji oraz zachowujemy tradycję odpowiedzialnego łowiectwa.
Dziękujemy wszystkim za zaangażowanie oraz współpracę w tym ważnym dla nas wszystkich czasie. Wspólnie tworzymy lepsze i bezpieczniejsze środowisko dla dzikiej zwierzyny oraz dla nas samych.
Instrukcja postępowania:
1. Zgłosić się przed rozpoczęciem dyżuru do strażnika / gospodarza w celu ustalenia rejonu pilnowanych upraw.
2. Dokonać wpisu w Elektronicznej Książki Ewidencji, wpisując się na dyżur w uwagach należy należy dopisać „DYŻUR”.
3. Udać się we wskazany rejon, zgłosić strażnikowi zaobserwowane przed, lub powstałe w czasie dyżuru szkody.
4. Pilnowanie trwa od godz. 21:00 do godz. 5:00 dnia następnego.
5. W czasie pilnowania może być przeprowadzona kontrola przez członków Zarządu Koła Łowieckiego lub strażnika.
6. Osoby dyżurujące są zobowiązane do wzajemnego skontaktowania się ze sobą celem wglądu w obszar pilnowania oraz zachowania ogólnego bezpieczeństwa.
7. Istnieje możliwość zamiany przydzielonych terminów pomiędzy myśliwymi. O czym niezwłocznie należy poinformować strażnika przynajmniej dzień przed rozpoczęciem dyżuru.
8. Przypomina się również, że zgodnie z uchwałą nr 7 Walnego Zgromadzenia z dnia 08.05.2016 roku za każdą nieusprawiedliwioną nieobecność na dyżurze pilnowania upraw należy odpracować dodatkowych 10 roboczogodzin. Wpisy w Elektronicznej Książce Ewidencji – z dopiskiem „DYŻUR”, będą podstawą do rozliczenia z realizacji ww. Uchwały.
9. W czasie pełnienia dyżuru przez stażystów dla bezpieczeństwa wpisany będzie inny myśliwy z dopiskiem w uwagach np: Dyżur stażysta Jan Kowalski
10. Termin rozpoczęcia oraz zakończenia dyżurów może ulec zmianie w zależności od terminu rozpoczęcia oraz zakończenia zasiewów i wzrostu roślin. O wszystkich zmianach niezwłocznie będą wysyłane informacje za pomocą wiadomości sms lub wiadomości w aplikacji Whatsapp.
Czy wiesz, że możesz mieć realny wpływ na ochronę i ożywienie naszych lasów oraz rozwój lokalnych ekosystemów? Twoje podatki mogą przyczynić się do zachowania dziedzictwa przyrodniczego oraz promowania zrównoważonego łowiectwa. Jak to możliwe? To proste! Przekazując 1,5% swojego podatku dochodowego na rzecz Koła Łowieckiego, które działa jako Organizacja Pożytku Publicznego (OPP), wspierasz działania związane z introdukcją bażantów oraz innej cennej zwierzyny.
Dlaczego Warto Wsparcie?
Koła Łowieckie, działające jako OPP, podejmują się szeregu działań na rzecz ochrony środowiska naturalnego oraz kultywowania tradycji łowieckich. Introdukcja bażantów i innych gatunków zwierzyny stanowi istotny element w odbudowie i zrównoważonym zarządzaniu populacjami zwierząt łownych. Dzięki temu, nie tylko przywracamy równowagę ekologiczną w naszych lasach, ale również stwarzamy możliwości dla przyszłych pokoleń myśliwych i miłośników przyrody do czerpania korzyści z dobrodziejstw natury.
Jak Wspomóc?
Wystarczy, że w swoim zeznaniu podatkowym za rok bieżący wskażesz Koło Łowieckie, które jest OPP, a następnie przekażesz 1,5% swojego podatku na ich rzecz. Dzięki temu Twój podatek stanie się drogocennym wsparciem dla działań związanych z ochroną przyrody i promocją zrównoważonego zarządzania populacjami zwierząt.
Twój Głos, Twoja Decyzja
Twoje wsparcie ma znaczenie! Dołącz do naszej wspólnej misji dbania o nasze lasy, ożywienie lokalnych ekosystemów oraz rozwój zrównoważonego łowiectwa. Przekazując 1,5% swojego podatku na rzecz Koła Łowieckiego, możemy wspólnie osiągnąć wielkie cele dla dobra naszej przyrody i przyszłych pokoleń.
Działaj Teraz!
Nie czekaj! Wypełnij swój PIT z myślą o dobru przyrody i przyszłości naszych lasów. Wybierz Koło Łowieckie jako beneficjenta swojego 1,5% podatku i wesprzyj introdukcję bażantów oraz innej cennej zwierzyny. Dzięki Twojemu wsparciu możemy razem uczynić nasze lasy jeszcze piękniejszym i bardziej zrównoważonym miejscem dla wszystkich.
Jeśli potrzebujesz pomocy zarząd chętnie pomoże.
Biuro Rachunkowe Grimp rozliczy twój PIT w zamian za wpisanie naszego numeru KRS.
13 stycznia w Chocimku na obwodzie 184 odbyło się ostatnie w tym sezonie polowanie zbiorowe. Polowanie kończące sezon łowiecki 2023/24.
W sumie można by napisać, że polowanie jak każde inne dla regularnie uczestniczących w naszych „zbiorówkach”, nie wyróżniające się jakoś szczególnie. Można by powiedzieć, że choć chłodno to atmosfera ciepła, posiłki przesmaczne, że Hubert dażył bo na pokocie jeleń i to nie jeden a organizacja jak zwykle wzorowa, w sumie było fajnie i miło bo ci co mogli i chcieli się spotkali, zjedli, wypili, pogadali.
Jednak to nie tak jak myślisz misiu. Organizacja takiego polowania zaczyna się, jak nie na nie wiele tygodni, to przynajmniej na wiele dni wcześniej. ASF i wilk zrobiły swoje. Minęły czasy kiedy aby upolować wystarczy wyjść w łowisko. Teraz to czas dla uważnych obserwatorów, dobrze zorientowanych w łowisku, w stanie zwierzyny i miejscach jej bytowania. Jednym słowem to czas dla prawdziwych myśliwych. Czas tropicieli.
Na polowanie zapisało się lekko ponad 30 myśliwych. Zbiórka 7:30, wyjechali, dwa mioty wzięli, postrzelali teraz by co zjedli. Trzydziestu myśliwych i naganka. Jest dla kogo gotować ale na szczęście w naszym kole jest też komu smacznie gotować.
Ze świetną inicjatywą wyszedł Łowczy. Będzie piątek, mamy domek, spotkajmy się i wspólnie coś ugotujemy. I tak było. W zacnym składzie pod nadzorem szefa kuchni kol. Jacka spotkaliśmy się z niezłomnym kol. Jankiem, łowczymi kol. Pawłem i kol. Kamilem, skarbnikiem kol. Tomkiem, „etatowym” mężem zaufania kol. Marcinem i królem mijającego sezonu kol. Krzyśkiem, oraz kol. jeszcze stażystą Krzyśkiem Kowalskim uprawiając tak zwany Slow Cooking, który jak sama nazwa wskazuje musi trwać. I trwał do późnej nocy a nawet do wczesnego ranka, aby myśliwym na śniadanie w łowisku nie zabrakło ciepłej, przysmażonej, pokrojonej w plasterki kiełbaski z cebulką z bułką podanej. A do tego oczywiście, gorąca herbata i kawa. Jak smakowało? Komentarz nie może być inny. Jedno zdjęcie mówi wszystko. Klękajcie narody!
Zjedli, napili się? No to robimy kolejne dwa mioty. Mżyście było, wiało, ale było warto. W trzecim miocie byk, w czwartym łania. Polowanie udane. Pora była aby pokot rozpalić. Na pokocie trzy byki i łania. Tym razem dzików ani drapieżników nie było. Królem polowania został kol. Mariusz Mikołajczak a że koło Bór gościnne jest i przyjaciół docenia :), tak więc nie było niczym ani nowym, ani dziwnym, że vice królem ostatniej „zbioróweczki” w sezonie został kol. Janek Olejnik. Za nim nagrodę odebrał długo oczekujący na tak zaszczytny choć podziurawiony medal kol. Dionizy Stępniewski. Gratulujemy kolegom!
Skrupulatny, godny naśladowania za wzorowo i twardą ręką prowadzone polowanie kol. Marcin Choiński podziękował za pomoc w organizacji udanego i bezpiecznego polowania kol. Kamilowi Reszczyńskiemu i kol. Mariuszowi Mikołajczakowi. Po nim głos zabrał łowczy. I tu niespodzianka. Sumienność, uczestnictwo i zaangażowanie naszej dzielnej Leny, naszej sygnalistki, chowanej przez kol. Kamila w kulcie myśliwstwa i wszystkiego co w nim dobre a z nim związane zostały docenione a sama Lena obdarowana drobnym upominkiem, który nieplanowanie lecz osobiście miałem zaszczyt wręczyć. Świetny, godny pochwały akcent. Gratulacje dla Leny za całokształt, której emocje nie przeszkodziły w towarzystwie kolegów sygnalistów czysto odegrać „Na posiłek”.
Gotujących grupy były dwie. kol. Darek, kol. Grzesiek i kol. Kaceper odpowiedzialni byli za posiłek na ostatni miot. Oni także w piątek nie leżeli po pracy przed telewizorem. Na biesiadę były flaczki a na „wydawce” niezłomny Janek w asyście Marcina i Jacka, którzy z uśmiechem posiłki przepyszne wydawali. Po biesiadzie ciasto, które także robi się wieczorem aby na rano jak najświeższe było. Tu podziękowania dla naszego nadwornego kolegi Cukiermistrza, „Miłosza z Przylepu”.
Byłem prawie na każdej zbiorówce w tym sezonie. Zawsze było bezpiecznie, smacznie i miło. Spotykaliśmy się rozmawialiśmy, cieszyliśmy, żartowaliśmy. Uwieczniając te chwile robiliśmy zdjęcia z których mamy pamiątkę w postaci kalendarza na rok 2024. Darz Bór koledzy! To był dobry sezon. Oby tak dalej.
Drugi grudnia dwa tysiące dwudziesty trzeci rok, obwód sto trzydziesty ośmy, Laski. Przybyło około trzydziestu myśliwych wśród, których znalazła się Diana. Wprawdzie gościnnie ale wszyscy zadbali o to by czuła się jak u siebie. Jak w kole „Głuszec Krosno Odrzańskie”. Zimno, mroźno, biało. Jak na „białą stopę” przystało. Śnieg. Było przepięknie. w takiej scenerii rzadko widujemy nasze łowiska. Aż miło. Na pokocie dwie sarny. Ale nie tylko po to się spotkaliśmy.
Mioty cztery, oddalone od siebie tak by można było się trochę w przyczepie ogrzać, posiedzieć, pogadać, powspominać, pośmiać. Młodzi myśliwi jeszcze nie mają zbyt wielu doświadczeń, którymi się mogą podzielić i zapewne dopiero piszą swoją w kole łowiecką historię, ale doświadczonych aż miło posłuchać. Ale co w łowisku to w łowisku. Przyjazna atmosfera, gwar, ciepła herbata a wśród tego wszystkiego my. A pomiędzy, wykwintna kuchnia. Marcin, Jacek, Bartek. Niech żyją! Kto był, nie żałuje. Kto nie był, niech żałuje. Tak to wyglądało w ogóle. A jak w szczególe?
Świetnie poprowadzone i zorganizowane polowanie przez młodego leśnika, podłowczego Piotra Nalewajczyka przy asyście bardziej, doświadczonego myśliwego, oddanego łowisku, świetnego kolegi Tomasza Chojnackiego. Ciężka praca popłaca. Tomek zapracował na Króla pudlarzy. Niech mu Knieja darzy, bo zasługuje! Wicekrólem polowania. został kol. podłowczy Kamil Reszczyński. Po dwudziestu pięciu latach na obwód sto trzydziesty ośmy wrócił król. Niech żyje król Mariusz Mikołajczak!
Myśliwstwo to nie tylko polowania. To przede wszystkim kultura łowiecka, kuchnia i szeroko pojęta tego wszystkiego oprawa. Dziękować czy chwalić? Wsiadam do przyczepy, nie poznaje. Ławki ułożone inaczej, miękkie, przyjemne, odmalowane, podbitka świeża, oświetlenie na LEDach. „Tu jest jakby luksusowo!”. To Dionizy, którego nazwiska nie trzeba wymieniać, wielce zasłużony działacz nie tylko na rzecz polskiego myśliwstwa ale przede wszystkim na rzecz Naszego koła. Dionizy Stępniewski! Świetna robota! Dziękujemy!
Kucharzy ci w naszym kole dostatek. I o to chodzi!. Niesamowite techniki i smaki (wiedziałeś, że warzywa kroi się metodą Juliana? Ja nie). Na śniadanie pierożki z kapustą i grzybami, i barszcz. Prawdziwy! Trzy razy dolewałem. Na ostatnim miocie zupa treściwa. Prawie jak u mamy. Mięso papryka, ziemniaki, cebuli trochę i serce, które dodali w swą pracę Nasi kucharze. Gulaszowa, Marcinowo, Jackowo, Bartkowa jedwabista! Ciasto od kolegi Miłosza rewelacyjne. Grzechem było by nie wziąć do domu dla bliskich. W tym przypadku nie zgrzeszyłem.
Polowanie Mikołajkowe 2023 r. należy uznać za udane. Darz Bór!
Darz Bór, Spotkanie wyjątkowe bo z gośćmi wyjątkowymi. Bo każdy z nas jest wyjątkowy. A z pewnością „nasze dzieci” z Domu Dziecka w Lubsku. Nasze, bo goszczą u nas już nie pierwszy i nie drugi raz. I czują się u nas jak u siebie, co miało swój oddźwięk w słowach i czynach. Scenariusz spotkania był napisany na kilka tygodni wcześniej i generalnie trzymaliśmy się planu. Choinka przez kol. Marcina, jak przystało Choińskiego wybrana, w deszczu ścinana a przez kolegów, ich żony i córki ubrana, czekała już od początku tygodnia. Domek za to w Mikołaje wyposażyła mama Kamila. Odbiór dzieci z Lubska o godz. 16:30, samochody i kierowcy umówieni i przygotowani. Przyjeżdżamy na Chocimek, poczęstunek, Prezes otwiera spotkanie z dziećmi… Ale dzieci są naturalne, nieprzewidywalne i to one rządzą naszymi sercami.
Aura jak na Mikołajki przystało.
Konferansjerkę przejął Natan, wychowanek Domu Dziecka kierując w naszą stronę drżącym, rozpuszczającym serca głosem słowa do tych, którzy mieli je prowadzić. Miało być „Myśliwi Dzieciom” a wyszło, że to „Dzieci Myśliwym”. Podziękowania od wszystkich dzieci złożyły wszystkie dzieci na serca wszystkich myśliwych w formie listu otwartego oraz ręcznie malowanego obrazka, które już znalazły swe honorowe miejsce w naszym domku.
Swoje miejsce, jednak w Domu Dziecka, także już znalazł porządny stół, którego tam brakowało. Jego fundatorami są myśliwi z naszego koła a szczególnie dwóch. Kol. Krzysztof Pupko i kol. Józef Magier, którzy nagrody pieniężne otrzymane za prace na rzecz koła w postaci bonów, dorzucili do „kapelusza”.
Rysunek i podziękowanie od „naszych dzieci”.
Tradycyjnie na takich spotkaniach nie może zabraknąć przyjaciół koła. Szczególną formą podziękowania jest dyplom „Amicus Venator”, który otrzymała p. Dyrektor Domu Dziecka oraz koordynatorka ds. kontaktu z kołem p. Anna Kluczewska. Niestety pani Dyrektor nie mogła z nami być więc słowa podziękowania oraz dyplomy zostały złożone na ręce p. Anny.
Przyjaciółka koła Agata Kaczmarek skrzykuje się z kumpelą st. asp. Agnieszką Włodarską i wjeżdżają z „pełną pompą i na sygnale” przy dzielnej asyście policyjnej maskotki „Lupo” organizując pouczającą pogadankę o bezpieczeństwie na drodze. Oj działo się! Znaki, sygnały, „szczególna ostrożność”. Alko- i narko-gogle zrobiły robotę i zachęciły do wzięcia udziału w „testach” nie tylko dzieci. Nie rób tego za kierownicą. Bądź odpowiedzialny!
Pamiątkowe zdjęcie z Prezesem, Lupo, i panią st. aspirant.
Potem za godną naśladowania uwagę i świetną zabawę st. asp. zaprosiła dzieci do radiowozu aby pokazać gdzie się włącza syrenę i „koguta”. Było fajnie ale służba nie drużba i musiała już jechać. A w międzyczasie przyjęcie od kuchni. A w niej kol. Piotr B., kol. Piotr N., kol. Miłosz K. i hamburgery. Świeże mięso i „kozackie” hamburgery z Jelenia. MC Donald’s się chowa – komentują dzieciaki i chętnie biorą dokładki.
Mikołajki od kuchni
Jak jest Brygida to są animacje! Brygida jest niezastąpiona a z nią Agnieszka i jej córka, Hania i znów wielki nie tylko sercem Miłosz. Dekorowanie pierników i decoupage świeczek (takie nakładanie wzorów na gorąco). Oj była zabawa i było co sprzątać. Dziewczyny się sprawiły, Miłosz się napracował, dzieci były przeszczęśliwe. Tymczasem pierniki dochodzą w oczekiwaniu na najbliższe polowanie na którym zostaną przekazane myśliwym. Dzieci – myśliwym.
Dekorowanie świeczek. Zabawa przednia!
Ale przecież to Mikołajki. Gwóźdź programu, Święty Mikołaj Marcin już dawno miał być! Okazało się, że zabłądził. Ale co to!? Policja już się pożegnała a znów słychać dźwięk syren. To z bohaterską pomocą przybywa st. asp. Agnieszka, konwojując Św. Mikołaja pod same domku drzwi. Piękne przedstawienie i piękne prezentów rozdanie, lecz dzieciom należy powiedzieć prawdę. W tym roku znów prawdziwym Świętym Mikołajem był kol. Krzysztof Bystrzycki. Ho, ho, ho! Hojnie było!
Prezes, zwany Arkadiusz Serce Opala w scenariuszu tradycyjnie zapisał wspólne oglądanie „świątecznego” filmu. Koledzy ekspresowo salę biesiadną zaadaptowali na salę kinową. Były miejsca siedzące i leżące, był. kol. Bartek i przywieziony przez niego sprzęty na którym wyświetlono i audio i video. A jak film to i popcorn. „Mikrofalówka” 2 razy się przegrzała ale popcornu i chrupek nie zabrakło. Było miło, słono i słodko. Dzieci przytulały się do swoich wychowawców, nawzajem do siebie, do dzieci naszych kolegów. Zawarły się nowe dziecięce przyjaźnie. Było ciepło i czule. Film jak na okoliczność przystało kończy się szczęśliwie, zostaje nagradzany oklaskami a po nim napisy końcowe. Nie! To tylko przerwa! Idziemy „siusiu paciorek i spać” aby rano na wspólne śniadanie, pełni energii wstać. Dzieci i wychowawcy na piętro, na luksusy a kol. Prezes i ja na sali na materacach. Będziemy stróżować.
Projekcja filmu „Prawdziwy Mikołaj”
Dnia następnego godz. 8:00 znów witamy kuchnię w osobach: Toooomeeeek Kaaaaczmaaarek, Maaaaarciiiiin Łuuuuczaaaaak, Kaaaamiiiiil Reeeeszczyyyyński, Leeena Reeeszczyyyyńska i „mega zapiekanki”, za które dzieci podziękowały gromkimi brawami. Wszystko co dobre za szybko się kończy. Żegnamy się z „naszymi dziećmi” i zapraszamy na kolejny raz.
Podziękowania wykonane ad-hoc przy porannych mega zapiekankach. Serce roście.
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli. Albert Schweitzer
Udział wzięli: kol. Krzysztof Bystrzycki – fundator Św. Mikołaja, kol. Prezes Arkadiusz Opala – Prezes zamieszania, nocny stróż, kol. Kamil Reszczyński – koordynator zamieszania ds. wszystkiego, kuchnia, transport, „chętnie pomogę”, kol. Marcich Choiński – koordynator zamieszania ds. kontaktu z Domem Dziecka w Lubsku, ogarnął choinkę, sygnalista dnia, kol. Dionizy Stępniewski – koordynator transportu, animator, zrobił dobrą robotę, kol. Kacper Subsar – animator, kierowca, Brygida Stępniewska – przyjaciółka koła, kierowniczka zespołu animacji, ubrała choinkę i domek, Hanna Hebda – przyjaciółka koła, animatorka, ubrała choinkę i domek Agnieszka Turowska – przyjaciółka koła, animatorka, ubrała choinkę i domek, Iwona Reszczyńska – przyjaciółka koła, animatorka, ubrała choinkę, Lena Reszczyńska – przyjaciółka koła, animatorka, ubrała choinkę, rano znów przyjechała pomóc przy śniadaniu, Barbara Reszczyńska – przyjaciółka koła, mama Kamila, udostępniła Mikołaje na domek, Anna Kluczewska – przyjaciółka koła, koordynatorka ds. kontaktu z kołem, animatorka, Agata Kaczmarek – przyjaciółka koła, animatorka, ubrała choinkę, wrobiła mnie w Lupo, Agnieszka Włodarczyk – st. asp. Policji, przyjaciółka koła, przywiozła alko- i narko-gogle, Lupo i Św. Mikołaja, kol. Piotr Gawłowski – „Lupo” maskotka Policji, kierowca, nocny stróż, kol. Piotr Bogdanowicz – kuchnia i hamburgery z Jelenia, kol. Piotr Nalewajczyk – kuchnia i hamburgery z Jelenia, kol. Tomasz Kaczmarek – kuchnia i hamburgery z Jelenia, śniadaniowe mega zapiekanki, kol. Marcin Łuczak, – Św. Mikołaj, kuchnia i hamburgery z Jelenia, śniadaniowe mega zapiekanki, kol. Miłosz Krawiec – kuchnia, pierniki, animator, kol. Bartek Wojciuszkiewicz – ogarnął i audio i video i film, kol. Krzysztof Pupko – znaczący współfundator stołu do Domu Dziecka i jak zwykle pomagał we wszystkim, Tosia i Jagoda Pupko – świetnie się bawiły, nawiązały nowe przyjaźnie, Natan Kaczmarek – świetnie się, bawił i świetnie pomagał, kol. Józef Magier – znaczący współfundator stołu do Domu Dziecka, duszą był z nami, kol. stażysta Krzysztof Kowalski – też pomagał. Wychowankowie Powiatowego Domu Dziecka w Lubsku – świetnie się bawili, pięknie dziękowali.
Dokładnie 3 listopada i dokładnie punkt 8:00 dało się w Chocimku słyszeć „Myśliwskie powitanie”. Sygnał poprzedzony „Zbiórką myśliwych” zagrany przez „Borowików” z koła „Bór Zielona Góra” zapoczątkował Polowanie Hubertowskie.
Polowanie szczególne, bo na 100-lecie PZŁ, które za sprawą mszy świętej i księdza proboszcza z Górzyńskiej parafii przybrało odświętną oprawę, a całą ceremonię ubarwiła wspaniała góralska orkiestra w osobach naszych gości, przyjaciół koła, a zarazem kolegów po strzelbie, górali z Pienin.